Zegar, który zatrzymał czas

Patrycja, Kacper i Lena wchodzą do zamkniętej pracowni zegarmistrza i znajdują zegar, który nie tylko odmierz czasu, ale go zmienia. Po chwili ulica Cicha przestaje wyglądać jak ich własna.

Na ulicy Cichej, za sklepem z komiksami i dwa kroki od przystanku, stał zakład zegarmistrzowski, którego dzieci z okolicy omijały szerokim łukiem. Okna były zakurzone, szyld przekrzywiony, a za szybą od lat nic się nie poruszało. Tego pochmurnego popołudnia Patrycja, Kacper i Lena wracali bez celu z boiska, kiedy zauważyli, że drzwi są uchylone.

Patrycja pierwsza zwolniła krok. Kacper udawał obojętność, ale już patrzył do środka, jakby próbował dostrzec coś, czego nie powinien. Lena przełknęła ślinę. W zakładzie panował półmrok, a z wnętrza płynęło ciche tykanie, tak gęste, jakby setka zegarów liczyła czas na raz. Mimo to weszli.

W środku było jeszcze dziwniej, niż się spodziewali. Na ścianach wisiały zegary kieszonkowe, stojące i ścienne, jedne bez wskazówek, inne z tarczami pożółkłymi od starości. W powietrzu wisiał zapach smaru i starego drewna, a pod palcami blat był lepki od kurzu. Na końcu pracowni, pod stertą rachunków i drobnych części, błyszczał zegar większy od wszystkich pozostałych. Jego wskazówki obracały się same, coraz szybciej.

Lena podeszła bliżej i szepnęła tak cicho, że ledwie ją usłyszeli: „Patrzcie na to”. Na tarczy zamiast cyfr były tylko symbole, a przy godzinie trzeciej widniał cienki, czarny znak, którego żadne z nich wcześniej nie widziało. Kacper wyciągnął rękę. Patrycja chciała go zatrzymać, ale było już za późno.

Gdy dotknął metalu, coś głucho drgnęło pod podłogą. Wskazówki zatrzymały się na 03:15. Światło w zakładzie zbladło, potem nagle rozdarło się na oślepiający błysk, a cisza uderzyła w nich mocniej niż hałas. Patrycja zamrugała, czując, jak wszystko wokół przesuwa się o ułamek sekundy, jakby samo powietrze się rozwarstwiło.

Kiedy obraz wrócił, za szybą nie było już ich ulicy. Przed sklepem stały wozy konne, po bruku przechodzili ludzie w długich płaszczach i kapeluszach, a latarnie wyglądały jak z innej epoki. Lena chwyciła Kacpra za rękaw. „To niemożliwe” - wyszeptała.

Wtedy z głębi pracowni dobiegł ich powolny, przeciągły krok. Ktoś szedł w ich stronę, bardzo spokojnie, jakby dokładnie wiedział, że już nie mają dokąd uciec.