Lena i Dawid odnajdują na strychu starego domu zegar z drugą tarczą. Gdy uruchamiają mechanizm, wszystko wokół pęka jak szkło i świat przenosi ich w miejsce, którego nie rozpoznają.
W starym domu na obrzeżach miasta cisza miała własny ciężar. Lena stanęła przy zakurzonym oknie gabinetu i spojrzała na ogród, który dawno przestał przypominać ogród, a bardziej gąszcz bez ścieżek.
Dawid, który od chwili wejścia do domu chodził zbyt szybko jak na kogoś, kto miał być ostrożny, uśmiechnął się tylko krzywo.
Lena westchnęła, ale poszła za nim po skrzypiących schodach. Na górze uderzyło ich gorąco i zapach kurzu, starego drewna i czegoś jeszcze, czego nie umiała nazwać. Strych był ciasny, pełen pudeł, połamanych mebli i skrzyń obwiązanych sznurkiem. Z półmroku wyłaniały się pajęczyny, a przez małe okno wpadał wąski pasek światła.
W samym kącie, za przewróconą walizką, stał zegar. Ogromny, ciężki, z ciemną, rzeźbioną obudową. Na drzwiczkach ktoś wyciął wzory tak cienkie, że wyglądały jak ślady pazurów. Lena podeszła pierwsza i przetarła dłonią drewno.
Chłopak przyklęknął obok niej. Jedna wskazywała zwykłe godziny, druga była pełna dziwnych znaków, jakby liczb, ale nie do końca takich, jakie znał.
Lena przyjrzała się podstawie zegara. Pośród zdobień tkwił mały mosiężny przycisk. Nawet nie zdążyła pomyśleć, co robi, kiedy nacisnęła go palcem.
Zegar szarpnął się tak gwałtownie, że oboje odskoczyli. Wahadło uderzyło raz, drugi, a potem wskazówki na obu tarczach ruszyły z taką prędkością, że zlały się w błysk. Wnętrze zegara odpowiedziało przeciągłym, metalicznym jękiem. Światło wystrzeliło z jego środka, białe i ostre, i w jednej chwili połknęło cały strych.
Lena miała wrażenie, że spada, choć nie było pod nią żadnej podłogi.
Kiedy otworzyła oczy, leżała w wilgotnej trawie. Nad nią niebo miało dziwny, chłodny odcień, a drzewa wznosiły się wysoko, srebrząc liście w blasku, którego nie rozpoznawała. Obok Dawid podnosił się na łokciu, blady i oszołomiony.
Nie odpowiedział od razu. Patrzył ponad jej ramieniem.
Lena odwróciła się i zobaczyła przewrócony między paprociami zegar. Jego wahadło poruszało się nadal, spokojnie, jakby nic się nie stało. Z oddali dobiegł ich stukot kół na kamieniu i głosy, zbyt bliskie, by je zignorować, a zbyt obce, by je zrozumieć.
Pośród drzew coś się poruszyło.