Zegar spod biblioteki

Ania, Jakub i Lidka odkrywają ukrytą komnatę w starej bibliotece i tajemniczy zegar, który wyrzuca ich w sam środek zagadki sprzed dziesięcioleci.

Stara biblioteka na skraju miasta zawsze budziła w Ani, Jakubie i Lidce dziwny niepokój. Po zmroku jej wysokie okna ciemniały jak ślepe oczy, a korytarze między regałami zdawały się ciągnąć dłużej, niż powinny. Nawet pani Nykiel, która znała każdy zakamarek budynku, ucinała pytania o najstarsze skrzydło jednym spojrzeniem.

Tego deszczowego popołudnia nie było już odwrotu. Burza zagłuszała wszystko, a oni zostali po zamknięciu, żeby odnaleźć zaginiony Dziennik Podróżnika, o którym wśród czytelników krążyły półsłówka i plotki. Latarka Ani kreśliła wąski krąg światła po zakurzonych grzbietach książek, kiedy Lidka zauważyła coś, czego nie powinno tam być: metalowe drzwi wciśnięte między regały, niemal całkiem zasłonięte stosem starych atlasów.

Drzwi ustąpiły z głuchym jękiem. Za nimi zaczynały się wąskie schody prowadzące w dół, coraz niżej, pod sam fundament biblioteki. W podziemnym pokoju panował chłód, od którego cierpła skóra. Pośrodku stał ogromny zegar, wysoki niemal pod sufit, z tarczą ozdobioną symbolem, jakiego żadne z nich wcześniej nie widziało.

Jakub dotknął mosiężnej wskazówki. W tej samej chwili błysnęło światło, a powietrze wokół nich zawirowało jak rozgrzany dym. Półki zaczęły się rozmazywać, podłoga drgnęła, ktoś szarpnął Anię za rękaw — i nagle zamiast wilgotnych cegieł zobaczyli tłum ludzi, stukot tramwajów i plakat na ścianie z datą: 3 maja 1939 roku. Chcieli wrócić, ale za ich plecami nie było już schodów. Zamiast nich rozlegał się obcy głos, który wyraźnie wypowiedział ich imiona.