Amelia, Max i Igor znajdują w szkolnej bibliotece tajemniczy zegar, który otwiera im drogę do obcego czasu. Żeby wrócić, muszą odnaleźć coś ukrytego przed nimi samymi.
Szkolna biblioteka zawsze wydawała się Amelii dziwnie żywa, jakby między regałami ktoś ukrył drugi świat. Tego dnia to wrażenie było jeszcze silniejsze. Razem z Maxem, który znał się na komputerach lepiej niż ktokolwiek w klasie, i Igorem, wiecznie chodzącym z aparatem na szyi, szukała materiałów do referatu z historii. Mieli tylko znaleźć kilka źródeł. Nic wielkiego.
Na samym końcu najdalszego regału, za rzędem zakurzonych tomów, zauważyli coś, czego wcześniej tam nie było. Ogromny zegar stał oparty o ścianę jak zapomniany mebel z innej epoki. Miał ciężką, rzeźbioną tarczę i ciemną, popękaną obudowę, na której połyskiwały wyślizgane, mosiężne zdobienia.
"To chyba nie stoi tu przypadkiem" — mruknął Max, pochylając się tak blisko, że niemal dotknął szkła.
Wskazówki poruszały się niespokojnie. Raz przesuwały się do przodu, po chwili drżały i cofały, jakby sam czas nie mógł się zdecydować, w którą stronę płynąć. Igor już robił zdjęcia, ale ekran aparatu migał, jakby próbował złapać coś, czego nie dało się uchwycić.
Amelia zauważyła leżące obok zegara pergaminy, poprzetykane czarnymi znakami, oraz drobne metalowe elementy przypominające tryby. Wszystko wyglądało na stare, a jednocześnie zbyt starannie ułożone, żeby było zwykłym bałaganem. Kiedy Max, kierowany czystą ciekawością, musnął palcami mosiężną koronkę, cały zegar zadrżał.
Najpierw zabrzęczał cicho. Potem głośniej. Wskazówki szarpnęły się, rozmazując w srebrnym kręgu. W powietrzu pojawiła się mgła, gęsta i chłodna, która w jednej chwili wypełniła całą bibliotekę. Amelia cofnęła się o krok, ale było już za późno. Mgła owinęła ich ramiona, twarze, oddech, a potem pociągnęła w głąb tarczy, jakby zegar otworzył drzwi, których nikt nie powinien widzieć.
Gdy wszystko ucichło, nie było już ani bibliotecznych regałów, ani zapachu starych książek. Zamiast nich rozciągała się przed nimi brukowana ulica, wąska i ruchliwa, pełna wozów, koni i ludzi ubranych tak, jakby wyrwali się z dawno minionych czasów. Z oddali dobiegał stukot kowalskiego młota, a nad dachami unosił się dym.
Amelia odwróciła się gwałtownie, szukając czegokolwiek znajomego, ale wszystko wokół było obce. Max wyciągnął telefon, po czym zmarszczył brwi.
"Nie działa" — powiedział cicho.
Igor podniósł aparat do oka, zrobił zdjęcie i opuścił go jeszcze szybciej. Na ekranie zamajaczył tylko ciemny, rozmyty cień.
Wtedy ktoś zatrzymał się tuż przed nimi. Chłopak w filcowym kapeluszu wyglądał, jakby czekał właśnie na nich. Nie uśmiechał się przyjaźnie. Bardziej tak, jakby wiedział coś, czego oni jeszcze nie rozumieli. Bez słowa wsunął Amelii do dłoni mały srebrny klucz.
"Jeśli chcecie wrócić, musicie odnaleźć Serce Zegara" — wyszeptał.
Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, zniknął w tłumie.
Amelia zacisnęła palce na kluczu. Max spojrzał na nią z niepokojem, Igor już obracał aparat w dłoniach, jakby szukał na nim odpowiedzi. W tej samej chwili gdzieś nad nimi odezwał się ostry, metaliczny dźwięk, tak bliski, że wszyscy troje poderwali głowy. A potem bruk pod ich stopami lekko zadrżał, jakby coś ogromnego poruszyło się tuż pod ulicą.