Zegar w Wieży Magów

Bliźniaki Maja i Filip trafiają do opuszczonej Wieży Magów i uruchamiają zegar, który rozrywa znaną im rzeczywistość.

Maja i Filip nie znosili deszczu, kiedy zamykał ludzi w domach. Tego dnia szare chmury wisiały nisko nad miastem, a kałuże na chodnikach lśniły jak potłuczone szkło. Dla nich była to jednak najlepsza pogoda na wyprawę.

Na wzgórzu za miastem stała Wieża Magów. Wysoka, krzywa i opuszczona od tak dawna, że prawie zniknęła w krzakach i mokrej trawie. Starsi mówili o niej półgłosem, jakby nawet jej kamienie mogły podsłuchiwać. Podobno w środku wciąż coś działało. Podobno magia nie umarła razem z dawnymi czarownikami.

Drzwi ustąpiły zaskakująco łatwo. Zaskrzypiały tak głośno, że Maja aż wstrzymała oddech. Wewnątrz pachniało kurzem, wilgocią i czymś jeszcze, co przypominało stare księgi po burzy. Filip zapalił latarkę, a wąska smuga światła przecięła półmrok. Na ścianach migały wyblakłe runy, powyginane i popękane, jakby kamień próbował coś powiedzieć, ale dawno zapomniał słowa.

– Patrz – szepnęła Maja.

Na końcu korytarza wiły się spiralne schody prowadzące wyżej, coraz wyżej, w ciemność. Każdy stopień odpowiadał głuchym echem, a z góry spływał chłodny podmuch, jak oddech kogoś ukrytego w wieży.

Na poddaszu było jeszcze ciemniej. Latarka Filipa wyłapała tylko zarys wielkiego mosiężnego zegara stojącego pod skośnym dachem. Tarcza była pokryta znakami zamiast cyfr, a w samym środku tkwiła jedna wskazówka z przezroczystego kryształu. Na obudowie wybito zdanie w łacinie, wyraźne mimo kurzu: Czas tu nie słucha zwykłych zasad.

Filip nachylił się bliżej.

– Wygląda, jakby ktoś go zostawił wczoraj.

Nie czekając na odpowiedź, dotknął kryształowej wskazówki. Zegar drgnął.

Najpierw tylko cicho zabrzęczał. Potem cały rozjarzył się od środka, a po tarczy przebiegły błękitne iskry. Kamienne ściany zadrżały. Ze schodów dobiegł suchy trzask, jakby ktoś wymazywał je niewidzialną gumką. Jeden po drugim stopnie zaczęły znikać.

Maja chwyciła brata za rękę.

Pod stopami poczuli nagłe szarpnięcie, a powietrze wokół nich zaiskrzyło. Świat zawirował w jasnych smugach. Kiedy odważyli się spojrzeć przez okno poddasza, Maja aż cofnęła się o krok.

Zamiast znajomego wzgórza i pól rozciągał się pod nimi las. Rosły w nim olbrzymie fioletowe grzyby, a drzewa jarzyły się bladym światłem, jakby w ich pniach płynęło coś żywego.

Zegar ucichł.

Wtedy w ciemnym kącie poddasza coś poruszyło się bezszelestnie. Z cienia uniosła się wysoka sylwetka i powoli odwróciła ku nim twarz. Jej oczy błysnęły na niebiesko dokładnie tak samo jak wskazówka zegara.