Zegar z poddasza

Maja i Kacper znajdują na poddaszu babci stary zegar, który uruchamia mechanizm przenoszący ich w czasie. W obcym mieście zaczyna się przygoda, której nie da się cofnąć.

Maja od zawsze była pewna, że na poddaszu domu babci kryje się coś więcej niż tylko pudła, stare koce i zapomniane słoiki po konfiturach. Tego pochmurnego popołudnia wspinała się po skrzypiących schodach razem z Kacprem i miała dziwne uczucie, że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego.

Poddasze przywitało ich chłodnym powietrzem i zapachem kurzu, drewna oraz dawnych lat. W półmroku, między walizkami i zakrytymi prześcieradłami meblami, stał wysoki zegar. Był większy, niż Maja się spodziewała, ciężki i poważny, jakby pilnował tego miejsca od zawsze. Popękana tarcza milczała, a wskazówki zastygły na jednej godzinie. Pod spodem ktoś starannie wyrył napis: „Czas nie stoi w miejscu. Czas czeka”.

— Zobacz, Kacper — szepnęła Maja, odgarniając pajęczynę z drewnianej ramy. — Myślisz, że to jeszcze działa?

Kacper zmrużył oczy, po czym wsunął palec pod mosiężną wskazówkę. W tej samej chwili rozległ się cichy trzask, jakby w środku coś się obudziło po długim śnie. Zegar zadrżał. Najpierw lekko, potem mocniej. Wskazówki drgnęły i ruszyły szybciej, niż powinny.

Maja zdążyła tylko złapać brata za rękaw. Podłoga pod ich stopami zakołysała się, ściany poddasza rozmyły, a całe pomieszczenie w jednej chwili wypełnił wir światła i szumu. Dziewczynka zamknęła oczy, czując, że wir porywa ich gdzieś daleko, za daleko, niż powinna sięgać zwykła zabawa.

Kiedy wszystko nagle ucichło, Maja otworzyła oczy i aż wstrzymała oddech. Nie było pudła, kurzu ani znajomego strychu. Stała na środku brukowanej uliczki, a wokół niej przesuwały się wozy zaprzężone w konie, kobiety w długich sukniach i mężczyźni w kapeluszach. Kacper ścisnął jej dłoń tak mocno, że aż zabolało.

— Maja… gdzie my jesteśmy?

Zanim zdążyła odpowiedzieć, z bocznej uliczki wybiegł chłopiec mniej więcej w ich wieku. Trzymał pod pachą płócienny worek, jakby niósł w nim coś bardzo cennego. Gdy ich zobaczył, zatrzymał się gwałtownie. W jego oczach błysnęła ulga, ale zaraz potem strach.

— Nareszcie — wyszeptał.

Za nim, zza rogu, rozległy się szybkie kroki. Maja odwróciła głowę i zobaczyła mężczyznę w długim płaszczu, który przeciskał się przez tłum i wołał coś ostro, coraz głośniej. Chłopiec pobladł, zacisnął mocniej worek i spojrzał na Maję oraz Kacpra tak, jakby to od nich zależało wszystko.

W kieszeni Maji coś nagle cicho zakołatało. Zegar.