Zegar z szeptami

W starym domu ciotki Lena i Bartek odkrywają zegar, który wybija czas nie tak jak powinien. Gdy wskazówki przyspieszają, na strychu budzi się coś, czego nie mieli zobaczyć.

Lena zatrzymała się w pół kroku na końcu korytarza i spojrzała na Bartka. Stary dom ciotki zawsze skrzypiał, stękał i szeleścił w nocy, ale tego wieczoru dźwięki brzmiały inaczej, jakby ktoś chodził po pokojach boso i bardzo ostrożnie.

Z salonu dobiegł nagle głuchy, niski dźwięk zegara. Jeden cios. Drugi. Trzeci. Lena zmarszczyła brwi i zerknęła na swój zegarek. Była dopiero dziesiąta, a nie północ.

— To niemożliwe — szepnęła.

Na ścianie stał stary zegar z ciemnego drewna. Jego wskazówki drgnęły, po czym zaczęły obracać się tak szybko, że zlewały się w srebrną smugę. Wahadło zakołysało się gwałtownie, jakby ktoś przed chwilą je popchnął.

Bartek przełknął ślinę.

— Może się zacina — powiedział, ale sam nie brzmiał przekonująco.

Wtedy zegar wydał przeciągłe, chrapliwe skrzypnięcie. Gdzieś nad nimi zatrzeszczała deska. Lena odwróciła głowę i zobaczyła, że drzwi na strych uchyliły się same, choć nikt ich nie dotykał.

Z ciemności dobiegł szept, tak cichy, że bardziej czuło się go w skórze, niż słyszało.

— Czas już wrócić do mnie...

Lena złapała Bartka za rękę. Z korytarza nagle powiało zimnem, a otwarta szczelina pod drzwiami na strych zdawała się czernieć coraz głębiej, jakby w środku nie było tylko mroku, ale coś, co czekało.

Potem zegar umilkł.

Nie tykał. Nie dzwonił. Jakby wstrzymał oddech razem z nimi.

Na górze zamigotało blade światełko, jedno, potem drugie. Bartkowi zadrżał głos, kiedy odezwał się niemal bezgłośnie:

— Lena... ktoś tam jest.

Z tyłu domu rozległo się ostre skrzypnięcie podłogi.