W pokoju Hani stary zegar budzi się nocą do życia. Gdy zaczyna mówić, do rozmowy dołączają kolejne przedmioty, a na zielonej półce pojawia się coś zupełnie nieznanego.
Hania mieszkała w małym żółtym domku z niebieskimi okiennicami. Jej pokój był cichy tylko do wieczora. Na zielonej półce przy łóżku stał stary, okrągły zegar z czarnymi wskazówkami. Kiedy Hania zasypiała, zegar zaczynał miękko tykać: tik-tak, tik-tak, jakby szeptał coś do nocy.
Pewnej jasnej, księżycowej nocy Hania nagle uchyliła jedno oko. Usłyszała cieniutki głosik.
„Haniu… nie śpisz?”
Rozejrzała się szybko po ciemnym pokoju. Na początku zobaczyła tylko blady blask wpadający przez okno. Potem wskazówki zegara drgnęły, zbliżyły się do siebie i ułożyły w coś, co wyglądało jak mały uśmiech.
„To ja” – szepnął zegar. – „Jestem Zegar z Zielonej Półki. Chcesz poznać moich przyjaciół?”
Hania usiadła na łóżku tak gwałtownie, że kołdra zsunęła jej się z kolan. Żaden zegar nigdy wcześniej do niej nie mówił. Przez chwilę patrzyła tylko szeroko otwartymi oczami, a potem cicho skinęła głową.
Wtedy w pokoju zrobiło się jaśniej. Zegar zadźwięczał mocniej: tik-TAAK! I nagle coś zaszurało w szufladzie.
Z wyskoczył ołówek. Podskoczył raz, drugi i zatrzepotał gumką na końcu jak ogonkiem.
„Cześć, Haniu!” zawołał. „Jestem Ołówek Rysownik. Mogę narysować ci coś na suficie!”
Tuż obok szafy cicho rozchyliła się książka. Jej kolorowe kartki zaszeleściły jak małe skrzydła.
„A ja opowiem historię” – zaszumiał książkowy głos. – „Taką, od której aż robi się ciepło w brzuchu.”
Z pościeli popłynęło miękkie nucenie. Pluszowa żaba na poduszce poruszyła łapką i zachichotała nisko, chrapliwie.
Hania nie wiedziała, na kogo patrzeć najpierw. Wszystko w jej pokoju budziło się do życia.
I właśnie wtedy na zielonej półce błysnęło coś nowego.
Stała tam mała szkatułka, której Hania wcześniej na pewno nie widziała. Była zamknięta, ciemna i pokryta drobnymi kolorowymi gwiazdkami. Delikatnie drżała, jakby ktoś bardzo mały stukał w nią od środka.
„A to kto?” wyszeptała Hania.
Przedmioty umilkły. Zegar przestał tykać. Nawet książka zamarła z uchyloną stroną.
Szkatułka poruszyła się jeszcze raz i zaczęła powoli się otwierać...