Zegarek dziadka Antoniego

Kuba i Lena znajdują na strychu zegarek dziadka, który nie tylko odmierza czas, ale potrafi go otworzyć. Pierwszy skok prowadzi ich do obcego miasta i tajemniczego nieznajomego.

Tamtego burzowego wieczoru strych starego domu dziadka Antoniego skrzypiał i sapał jak żywy. Deszcz bębnił o dach, wiatr wciskał się pod dachówki, a Kuba z Leną grzebali wśród pudeł, starych ram i pożółkłych gazet, które pachniały kurzem i czymś jeszcze, trudnym do nazwania.

To Lena pierwsza dostrzegła małą drewnianą skrzynkę wsuniętą głęboko za walizkę bez uchwytu. W środku, między rdzewiejącymi monetami i pocztówkami sprzed dawna, leżał kieszonkowy zegarek. Srebrny, ciężki, z wieczkiem pokrytym cienkimi, dziwnymi znakami. Nie przypominał żadnej zabawki ani pamiątki, jaką Kuba widział u dziadka.

Kuba wziął zegarek do ręki. Był zimny jak lód, choć w pokoju panowało duszne ciepło. Przez chwilę nic się nie działo, ale gdy dotknął małego przycisku z boku, wieczko samo drgnęło.

Następna sekunda rozdarła wszystko.

Zegarek rozjarzył się niebieskim światłem tak mocnym, że Kuba aż zacisnął powieki. Powietrze zawibrowało. Z ciemności strychu wystrzeliły obrazy: błyszczące zbroje, wielkie żagle, kamienne wieże, a potem coś jeszcze większego i bardziej niemożliwego - cień dinozaura przesuwający się po ścianie.

Lena chwyciła Kubę za rękaw, ale podłoga zniknęła im spod nóg. Wszystko zakręciło się jak w wirze, a potem nagle ucichło.

Gdy otworzyli oczy, stali już nie na strychu, tylko na środku brukowanego placu. Nad nimi piętrzyła się wysoka wieża zegarowa. Jej wskazówki poruszały się niespokojnie, jakby ktoś popychał je wbrew czasowi. Wokół tłoczyli się ludzie w długich, kolorowych tunikach, a po ulicach turkotały wozy ciągnięte przez konie.

Kuba ścisnął zegarek mocniej. Wskazówki w jego dłoni zaczęły kręcić się coraz szybciej.

Wtedy Lena zauważyła starca stojącego przy studni. Miał okrągłe okulary i trzymał w ręku zegarek bardzo podobny do ich. Patrzył prosto na nich, jakby wcale nie był zaskoczony.

Po chwili uśmiechnął się krótko i ruszył w stronę wąskiej, ciemnej uliczki.

Nieznajomy nawet się nie obejrzał, ale wskazówki w ich zegarku nagle szarpnęły się gwałtownie, jakby coś albo ktoś chciał ich tam doprowadzić.