Zegarek dziadka Eryka

Eryk i Ola znajdują stary kieszonkowy zegarek, który przenosi ich do Warszawy z 1880 roku. W obcej epoce spotykają chłopca z tajemniczą wiadomością i dostają tylko jedną szansę, by wrócić.

Eryk zawsze uważał, że w gabinecie dziadka nic nie jest zwyczajne. Między regałami uginającymi się od książek stały dziwne przyrządy, pudełka bez napisów i przedmioty, których nikt nie potrafiłby nazwać. W sobotnie popołudnie przyszedł tam razem z Olą, bo dziadek obiecał im coś wyjątkowego.

Nie kazał im długo czekać. Wyjął z szuflady mały, złoty zegarek kieszonkowy i położył go Erykowi na dłoni. Był cięższy, niż wyglądał, a jego powierzchnia była chłodna jak kawałek lodu.

Eryk ledwo zdążył skinąć głową, gdy kliknął zamek.

Zegarek rozwarł się sam. Wskazówki drgnęły, po czym zaczęły wirować tak szybko, że zamieniły się w srebrną smugę. Powietrze zadrżało, jakby ktoś pociągnął za niewidzialną zasłonę. Ola chwyciła Eryka za rękę, ale podłoga zniknęła spod ich stóp.

Gdy ponownie otworzyli oczy, stali na środku brukowanej ulicy. Nad głowami kołysały się latarnie, po bruku turkotały powozy, a ludzie mijali ich w długich płaszczach i kapeluszach. Na rogu kamiennego budynku wisiała tablica: Warszawa, 1880 rok.

Eryk ścisnął zegarek tak mocno, że aż zabolała go dłoń. Próbował cofnąć wskazówki, ale metal tylko cicho zasyczał i zamarł. Ani drgnął.

Wtedy z tłumu wyłonił się chłopiec w czapce z daszkiem, zupełnie niepasującej do reszty ulicy. W ręku trzymał złożony papier, jak telegram, i patrzył na nich zbyt uważnie, jakby już wiedział, kim są.

Zanim Eryk zdążył odpowiedzieć, chłopiec odwrócił się i wszedł w wąską uliczkę między kamienicami. Zegarek w dłoni Eryka znów lekko zadrżał, jakby coś w środku dopiero się budziło.