Zegarek z 1863 roku

Oliwier znajduje zniszczony zegarek, który przenosi go do XIX-wiecznej Warszawy. Na brukowanej ulicy spotyka Lenę, a obcy mężczyźni zaczynają go śledzić.

Był czerwcowy wieczór, a nad Wisłą wisiała ciężka wilgoć zmieszana z pyłem z ulicy. Oliwier siedział przy biurku na Powiślu i bez przekonania przerzucał kolejne strony starego repetytorium. Matura za pasem, a w głowie miał wszystko poza datami i formułkami. Na blacie piętrzyły się notatki, kubek po zimnej kawie i drobna rzecz, której nie potrafił wyrzucić z myśli: kieszonkowy zegarek znaleziony dzień wcześniej na strychu.

Był ciężki, uszkodzony, z kopertą pełną drobnych rys i datą wyrytą na spodzie: 1863. Nie wyglądał na cenny. A jednak coś w nim było niepokojącego, jakby ktoś zostawił go nie przez przypadek, tylko na chwilę przed czymś ważnym. Oliwier obracał go w palcach, aż w końcu nacisnął mały przycisk przy koronce.

Mechanizm jęknął. Wskazówki szarpnęły się gwałtownie, tak szybko, że zlały się w srebrzysty krąg. Pokój zadrżał, światło za oknem pociemniało, a po jego skórze przebiegł lodowaty dreszcz. Oliwier odruchowo cofnął rękę, ale było już za późno. Podłoga zniknęła mu spod nóg, powietrze ścisnęło w płucach, a wszystko wokół rozpadło się na błysk i wir.

Kiedy odzyskał równowagę, stał pośrodku brukowanej ulicy, między wysokimi kamienicami i mijającymi go ludźmi w strojach, które wyglądały jak wyjęte z fotografii sprzed wieku. Po bruku turkotały wozy, gdzieś w oddali dźwięczały dzwony, a w powietrzu unosił się zapach dymu, końskiej sierści i mokrego kamienia. Oliwier zamarł. Telefon zniknął, plecak zniknął, nawet miejskie światła zniknęły. Został tylko on i zegarek, zaciśnięty w dłoni tak mocno, że aż bolały go palce.

Tuż przed nim zatrzymała się dziewczyna w granatowym płaszczu, z teczką wsuniętą pod ramię. Miała czujne spojrzenie kogoś, kto widział już za dużo, żeby udawać zdziwienie.

Oliwier otworzył usta, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, jej wzrok spadł na zegarek. Zmieniła się na twarzy natychmiast.

Z drugiego końca ulicy dobiegły podniesione głosy. Oliwier odwrócił głowę i zobaczył dwóch mężczyzn w ciemnych płaszczach. Przeciskali się przez przechodniów z takim pośpiechem, jakby wiedzieli dokładnie, kogo szukają. Jeden z nich spojrzał prosto na niego.

Dziewczyna chwyciła Oliwiera za nadgarstek.

Pociągnęła go w boczną uliczkę. Za plecami usłyszał przyspieszone kroki, potem ostry trzask metalu. Zegarek w jego dłoni znów drgnął, rozgrzał się nagle i rozbłysnął zimnym, niebieskim światłem.