Oliwia i Maks odnajdują u dziadka zegarek, który otwiera przejście do Tęczowej Doliny. Gdy kolory zaczynają znikać, dzieci trafiają w sam środek zagadki.
Oliwia od dawna podejrzewała, że dziadek skrywa coś niezwykłego. W jego gabinecie każda szuflada chowała inny skarb: guziki bez pary, mapy z wyblakłymi rysunkami, kamyki w dziwnych kształtach. Najbardziej tajemniczy był jednak stary kieszonkowy zegarek. Nie odmierzał czasu tak jak zwykłe zegarki. Czasem stawał, czasem przyspieszał, a kiedy łapało go światło, migał wszystkimi barwami tęczy.
Tamtego deszczowego popołudnia Oliwia i jej młodszy brat Maks szukali w gabinecie czegoś ciekawego do oglądania. Za oknem bębnił deszcz, w domu było cicho, aż za cicho. To Maks pierwszy zauważył zegarek. Leżał na półce, choć zawsze stał wyżej, schowany między książkami. Koperta była uchylona, a spod środka sączyło się miękkie, pulsujące światło.
– Oliwka, patrz! On naprawdę świeci! – szepnął Maks i wyciągnął rękę.
Ledwie dotknął metalowej obudowy, gdy szafka zadrżała, a cały pokój przechylił się jak łódka na falach. Oliwia chwyciła brata za ramię. Powietrze zaszumiało, zakręciło się wokół nich i nagle wszystko zniknęło za błyszczącą, aksamitną zasłoną.
Kiedy wir ucichł, stali już nie w gabinecie, lecz pośrodku ogromnej doliny skąpanej w niezwykłych kolorach. Nad drzewami wisiały urwane pasma tęczy, jakby ktoś porozrywał niebo na wstążki. Tyle że nie wszystkie barwy tam zostały. Z zieleni znikał blask, z błękitu uciekało światło, a w trawie pojawiały się szare plamy, których z każdą chwilą było więcej.
Nagle zza zakrętu wypadł zielonowłosy królik w czerwonym szaliku. Zatrzymał się tuż przed nimi, dysząc ciężko.
– Wreszcie! – zawołał. – Ktoś kradnie kolory z naszej doliny. Jeśli zgaśnie świetlista ścieżka, nikt już stąd nie wróci do domu.
Oliwia poczuła, jak serce przyspiesza jej tak samo jak ten dziwny zegarek. W oddali rozległ się metaliczny dźwięk, zimny i ostry, zupełnie niepasujący do miękkich barw doliny. Z mgły zaczęła wyłaniać się postać w srebrnym płaszczu, a w jej dłoni coś błysnęło jak mały, skradziony fragment tęczy...