Siedemnastoletnia Lena trafia do zakładu na ulicy, której nikt nie zauważa. Dostaje zegarek od dziwnego zegarmistrza i odkrywa, że prowadzi on do równoległych światów.
Wąska uliczka Cienia leżała między neonami a starymi kamienicami jak pęknięcie w mieście, które nikt nie chciał zauważyć. Lena mijała ją setki razy, a jednak tego wieczoru zobaczyła po raz pierwszy: wciśniętą w mrok, milczącą, z witryną pełną zegarów, które nie pasowały do żadnego normalnego czasu.
Wracała z biblioteki z plecakiem przeciążonym książkami i głową jeszcze cięższą od pytań, kiedy usłyszała dźwięk. Nie zwykłe tykanie, lecz pojedyncze, głębokie uderzenie, jakby ktoś stuknął palcem w szkło po drugiej stronie świata. Lena przystanęła. Na zakurzonej szybie migały dziesiątki tarcz: jedne szły do przodu, inne cofały się, kilka obracało wskazówki w dzikim, bezsensownym tańcu. Nad drzwiami wisiał wąski szyld: „Zegarmistrz A. Cień. Czas to tylko umowa”.
Pchnęła drzwi, zanim zdążyła uznać, że to głupi pomysł.
W środku było ciepło, cicho i trochę za jasno, jak w miejscu, które nie powinno istnieć. Na półkach stały zegary różnej wielkości, a ich mechanizmy szeleściły, zgrzytały i mruczały pod skórą półmroku. Pachniało drewnem, metalem i czymś jeszcze, czego Lena nie umiała nazwać. Za ladą siedział mężczyzna w starym fraku, z cienkimi srebrnymi okularami i twarzą tak spokojną, jakby czekał właśnie na nią.
– Spóźniłaś się – powiedział.
Lena zmarszczyła brwi.
– Na co?
– Na moment, w którym miałaś uwierzyć, że to przypadek.
Przeszedł ją dreszcz. Chciała się cofnąć, ale jego spojrzenie zatrzymało ją w miejscu. Szare oczy miał niemal nieruchome, a jednak Lena miała wrażenie, że widzi w nich coś więcej niż odbicie lampy.
Zegarmistrz wsunął dłoń pod ladę i po chwili położył przed nią niewielki kieszonkowy zegarek na srebrnym łańcuszku.
– To dla ciebie.
– Nie znam pana.
– Właśnie dlatego możesz go przyjąć.
Otworzyła wieczko. Wskazówki nie tyle się poruszały, ile rwały naprzód i cofały się jednocześnie, aż od samego patrzenia zakręciło jej się w głowie. Na wewnętrznej stronie wieczka widniał grawer: „Pamiętaj o marzeniach”.
– Co to jest? – wyszeptała.
– Klucz – odparł. – I ostrzeżenie. Ten zegarek nie mierzy czasu. On wybiera, gdzie cię zostawić.
Lena chciała zaśmiać się nerwowo, ale nie zdążyła. Palce same zacisnęły się na chłodnym metalu, a wskazówki na tarczy zadrżały gwałtownie. W tej samej chwili zakład pękł w jej oczach jak rozbite lustro. Dźwięk zegarów narósł do bólu, światło rozlało się na ściany, a podłoga zniknęła jej spod nóg.
– Jeśli zobaczysz siebie po drugiej stronie, nie odpowiadaj od razu – usłyszała jeszcze głos zegarmistrza.
Potem wszystko zaczęło się obracać. I nagle, tuż przed tym, jak ciemność pochłonęła ją całkiem, Lena zobaczyła w szklanej tarczy twarz, która wyglądała dokładnie jak jej własna, tylko zbyt spokojna, by należeć do człowieka.