Zegarmistrz z Ulicy Mgieł

Lena trafia do sklepu pełnego magicznych zegarów i uruchamia mechanizm, który przenosi ją w dziwne miejsce, gdzie czas zachowuje się inaczej niż wszędzie indziej.

Lena znała stare części miasta lepiej niż własną kieszeń. Zwykle wracała nimi z biblioteki i nic nie potrafiło jej już zaskoczyć. Tego wieczoru Ulica Mgieł wyglądała jednak inaczej. Latarnie świeciły przytłumionym światłem, a wąska alejka, którą mijała codziennie, nagle kończyła się małym sklepem z okrągłą witryną. Jeszcze rano nie było tu żadnych drzwi.

W środku stały zegary wszelkich kształtów. Były kieszonkowe, ścienne, stojące, a jeden przypominał gałązkę obsypaną srebrnymi pąkami. Inny miał wskazówki jak pióra. Jeszcze inny tykał tak cicho, jakby bał się obudzić cały świat. Nad wejściem wisiała tabliczka z wyblakłymi literami: Zegarmistrz Czasów Zapomnianych. Tylko dla Uważnych Oczu.

Lena zrobiła krok do przodu, potem drugi. Drzwi zamknęły się za nią miękko, bez skrzypnięcia. W powietrzu unosił się zapach starego drewna, kurzu i czegoś słodkiego, jak rozgrzany miód. Na półkach migotały drobne iskierki światła, a wszystkie zegary tykały w różnych rytmach, jakby prowadziły własną rozmowę.

Za ladą stał starszy mężczyzna w długiej kamizelce. Miał siwe włosy, lecz spojrzenie tak żywe, że Lena od razu przestała udawać odważną.

Lena otworzyła usta, ale nie zdążyła zadać żadnego pytania. Zegarmistrz skinął głową w stronę niewielkiego zegarka leżącego na aksamitnej podkładce. Koperta była matowa, niemal czarna, a na tarczy nie było cyfr, tylko drobne znaki podobne do gwiazd.

Wskazówki drgnęły.

Potem ruszyły szybciej.

Jeszcze szybciej.

Zegar rozjarzył się blaskiem tak mocnym, że Lena musiała zmrużyć oczy. Usłyszała cichy dźwięk dzwoneczka, a zaraz potem wszystko wokół zaczęło wirować. Półki, ściany, ladę i twarz zegarmistrza zasłoniła złota mgła. Lena poczuła, że podłoga usuwa się spod jej stóp, a świat robi się coraz mniejszy.

Kiedy blask zgasł, nie była już w sklepie.

Stała na kamiennej ścieżce pod niebem pełnym wiszących zegarów, które kołysały się jak latarnie na wietrze. Jeden wskazywał południe, choć nad głową miała gwiazdy. Drugi odliczał coś wstecz. Trzeci zatrzymał się całkiem, jakby nasłuchiwał.

U jej stóp przystanął mały mechaniczny lisek. Miał miedziane łapki, błyszczący nos i oczy tak bystre, że Lena od razu pojęła, iż nie pojawił się tu przypadkiem. Lisek poruszył uszami, po czym odwrócił łebek w stronę ciemnego przejścia między dwiema wysokimi wieżami.

Z przejścia dobiegł nagły, przeciągły dźwięk zegara.

Lena zamarła.

Lisek zrobił krok, spojrzał na nią i zapukał ogonem w kamień, jakby wołał: idziesz, czy zostajesz?