Zegarowa wyprawa Poli i Stasia

Pola i Staś odkrywają w swoim pokoju stary zegar, który nie tylko tyka, ale też otwiera drogę do niezwykłego, tajemniczego miejsca.

Pola i Staś lubili bawić się razem w swoim pokoju. Miękkie pluszaki siedziały na półce, książki piętrzyły się pod oknem, a kolorowe klocki zawsze czekały na nową wieżę albo zamek.

Pewnego popołudnia, gdy za szybą szumiały drzewa, usłyszeli ciche tik-tak. Nie takie zwyczajne. Bardzo wolne, bardzo wyraźne.

Oboje spojrzeli w stronę kąta pokoju i aż zamarli. Na małym stoliku stał stary zegar. Wcześniej go tam nie było. Miał ciemną obudowę, złote zdobienia i wielką wskazówkę, która poruszała się jakby z namysłem.

Staś podszedł pierwszy.
– Skąd on się tu wziął? – szepnął.

Dotknął zegara czubkiem palca. W tej samej chwili tarcza rozbłysła kolorami. Zielonymi, niebieskimi, czerwonymi. Pola odsunęła się o krok, ale zaraz zauważyła coś jeszcze: mały przycisk z boku, zielony jak młoda trawa.

– Naciśnijmy razem – powiedziała cicho.

Staś skinął głową. Pola i Staś położyli palce na przycisku i wcisnęli go jednocześnie.

Najpierw połaskotało ich w stopy. Potem wiatr zaszumiały im wokół uszu. Pokój zawirował, książki zamigotały, pluszaki zamieniły się w rozmyte plamy. A potem wszystko ucichło.

Kiedy znów otworzyli oczy, stali na środku dziwnej łąki. Zamiast zwykłej trawy rosły tam ogromne stokrotki, wysokie prawie jak oni. Na płatkach siedziały małe żuki i śpiewały cienkimi, wesołymi głosami. W dali błyszczał zamek z wieżyczkami, jak z dawnej opowieści.

– Gdzie my jesteśmy? – spytała Pola.

– Chyba… nie w naszym pokoju – odpowiedział Staś, patrząc na tańczące świetliki.

Wtedy za ich plecami odezwało się znowu ciche tik-tak. Odwrócili się naraz. Stary zegar leżał wśród kwiatów, a jego wskazówki zaczęły kręcić się coraz szybciej, jakby czegoś się spodziewały.

Nagle zamek zatrąbił donośnie. Wielkie drzwi otworzyły się szeroko. Na progu stanęła postać w lśniącej pelerynie i pomachała do nich ręką.

Pola ścisnęła dłoń brata.
– Staś… ktoś nas tam woła.