W starym domu przy Węglowej Kuba i Maja odkrywają zegary, które nie zachowują się jak zwykłe przedmioty. Jeden z nich budzi coś w zamkniętym pokoju babci.
Kuba mieszkał w najstarszym domu przy ulicy Węglowej. Niby zwykła kamienica, a jednak wszystko w niej wydawało się lekko przesunięte, jakby dom pamiętał inne czasy lepiej niż ludzie. Schody jęczały pod stopami, okna miały łuki jak w starych pałacach, a najdziwniejsze były zegary. Stały na komodzie, wisiały na ścianach, chowały się w korytarzu i w salonie. Żaden nie pokazywał tej samej godziny.
Niektóre tykały tak cicho, że trzeba było się pochylić, żeby je usłyszeć. Inne milczały całymi dniami, choć wskazówki i tak drżały, jakby coś je poruszało od środka. Kuba od dawna miał wrażenie, że w tym domu czas nie płynie prosto. Raczej krąży, zawraca i czasem znika za ścianą.
Tego popołudnia rodziców nie było w domu, więc Kuba ściągnął do siebie Maję. Lubiła zagadki, stare domy i historie, po których człowiek zaczynał oglądać się przez ramię. Kiedy weszła do holu i zobaczyła rząd zegarów, uśmiechnęła się krzywo.
– To jest normalne u ciebie? – zapytała.
– Prawie wszystko tutaj jest nienormalne – odparł Kuba.
Podprowadział ją do wielkiego, rzeźbionego zegara stojącego przy schodach. Starł z szybki warstwę kurzu i wskazał tarczę. Gdy w domu panowała cisza, wskazówki poruszały się o włos, choć mechanizm brzmiał, jakby pracował od dawna bez przerwy. Maja nachyliła się bliżej, marszcząc brwi.
– To nie jest zwykły zegar.
W salonie wisiały trzy małe zegarki. Każdy pokazywał inną godzinę. Kuba odruchowo przekręcił jeden z nich, żeby ustawić go prosto. W tej samej chwili na piętrze rozległ się trzask tak gwałtowny, że aż zadrżała szyba w ramie.
Oboje zamarli.
– To chyba... z pokoju babci – szepnął Kuba.
Tych drzwi nie otwierał od lat. Pokój babci stał zamknięty, jakby ktoś tylko na chwilę wyszedł i miał wrócić. Maja chwyciła go za rękaw.
– Idziemy – powiedziała ciszej, niż pewnie chciała.
Na górze korytarz wydawał się dłuższy niż zwykle. Drzwi do pokoju babci były uchylone, a spod środka sączyło się blade, zimne światło. Kuba nacisnął klamkę i poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła.
Na środku pokoju stał zegar, którego nigdy wcześniej nie widział. Był srebrny, wysoki i tak czysty, jakby przed chwilą wyjęto go z pudełka. Zamiast cyfr miał na tarczy dziwne znaki, poskręcane i obce. Wskazówki przesuwały się coraz szybciej.
Powietrze zgęstniało.
Maja cofnęła się o krok.
– Kuba... ten zegar nie powinien tu być.
Wtedy rozległ się długi, metaliczny dźwięk. Dom odpowiedział na niego cichym drżeniem. Za oknem coś poruszyło się w odbiciu szyby, choć na dworze nie było nikogo. A z wnętrza zegara dobiegł ledwo słyszalny szept, jakby ktoś po drugiej stronie dopiero teraz zauważył, że Kuba i Maja stoją w progu.