Zegary Wichrowego Lasu

Kiedy Lena trafia na opuszczoną chatę w Wichrowym Lesie, odkrywa zegary, które nie pokazują jednej chwili, lecz wiele naraz. Jeden z nich wskazuje ją samą, a las zaczyna się budzić.

Wichrowy Las od zawsze rósł na północ od wioski jak coś, czego nikt nie odważył się do końca nazwać. Drzewa splatały nad nim czarne konary, paprocie sięgały po kostki, a korzenie wypychały z ziemi kamienie i dawno zapomniane ścieżki. Dorośli mówili o nim półgłosem, jakby sam las potrafił podsłuchiwać. Lena tylko prychnęła na te ostrzeżenia. Miała trzynaście lat i zbyt dużo pytań, by zadowalać się cudzymi lękami.

Od miesięcy włóczyła się po Wichrowym Lesie z notatnikiem, lornetką i plecakiem wypchanym kanapkami, które i tak zwykle zjadała dopiero po powrocie. Zapis ywała w nim wszystko: dziwne ślady na mchu, urwane pióra, cienie przemykające między pniami. Tego popołudnia poszła dalej niż zwykle. Niebo przygasło do koloru śliwkowego, a wiatr zamilkł tak nagle, że cisza wydała się niemal nienaturalna.

Wtedy usłyszała dźwięk. Cichy, regularny, metaliczny. Jakby gdzieś w głębi lasu ktoś nakręcał ogromny zegar.

Lena przystanęła. Po chwili rozsunęła gałęzie i zobaczyła chatę, wciśniętą między korzenie wielkiego drzewa. Była tak stara, że prawie znikała pod mchem i pnączami. Drzwi wisiały krzywo, jedno okno było zabite deskami, a z dachu wyrastała młoda brzoza, jakby dom próbował zamienić się w coś innego, zanim całkiem się rozpadnie. W wiosce nikt o tej chacie nie wspominał.

Lena oparła dłoń o framugę. Drewno było zimne i szorstkie. W środku pachniało kurzem, wilgocią i czymś jeszcze, ostrym jak stara miedź. Gdy uniosła latarkę, serce zabiło jej szybciej.

Wzdłuż ścian stały zegary. Małe budziki, ciężkie wahadłowe, kieszonkowe, kuchenne, zegary z kukułką. Setki mechanizmów, wszystkie różne, wszystkie obce. Jeden tykał zbyt szybko, drugi niemal stał, trzeci cofał wskazówki tak wolno, że Lena miała ochotę mrugnąć i sprawdzić, czy to nie pomyłka. Na środku pokoju stał największy zegar, wysoki niemal do jej ramienia, z tarczą osłoniętą grubym szkłem.

Lena podeszła bliżej.

W szybie nie odbijał się tylko jej cień. Zamiast tego zobaczyła ruchome obrazy, jakby ktoś ukrył za tarczą inną, dziwniejszą rzeczywistość. Burzę nad lasem. Bieg przez mokrą polanę. A potem dziewczynę w zielonej kurtce, z rozczochranymi włosami i szeroko otwartymi oczami. Dziewczynę bardzo podobną do niej.

Lena odruchowo cofnęła się o krok, ale ciekawość była szybsza. Uniosła rękę i dotknęła szkła.

W tej samej chwili wnętrze zegara rozbłysło chłodnym, niebieskim światłem. Jeden po drugim wszystkie zegary w chacie zaczęły wybijać godziny, lecz każdy w innym tempie, aż dźwięk zamienił się w szalony, metaliczny chór. Podłoga zadrżała pod stopami Leny. Z półki zsunął się klucz i upadł tuż obok jej buta.

Był srebrny, ciężki, pokryty drobnymi znakami, które wyglądały jak zapisane w pośpiechu zaklęcie.

Lena schyliła się po niego, a wtedy zobaczyła coś, co sprawiło, że zdrętwiała. Na tarczy największego zegara pojawiła się data. Dzisiejsza. Sekundnik drgnął, potem szarpnął się gwałtownie wstecz, jakby sam czas próbował uciec. Za oknem, po drugiej stronie szyby, cień między drzewami wyraźnie się poruszył i zaczął zbliżać do chaty.

Zegar wydał z siebie niski, głęboki dźwięk. Nie tykanie. Nie bicie. Coś bardziej podobnego do ostrzeżenia.

Lena zacisnęła palce na kluczu. Wtedy jej własny zegarek na nadgarstku zatrzymał się nagle, a cień za oknem stanął tuż przy drzwiach.