W Leśnym Przedszkolu Basi i Tymka ktoś albo coś zaczyna po cichu zabierać odgłosy. Przyjaciele ruszają tropem dziwnej ciszy między drzewami.
Basia i Tymek chodzili do Leśnego Przedszkola ukrytego tuż przy małym, zielonym lasku. Zwykle od rana wszystko tu brzmiało żywo: ptaki ćwierkały w koronach drzew, liście szeptały na wietrze, a dzięcioł stukał w pień jak mały bębenek.
Basia właśnie wspinała się na huśtawkę, gdy nagle przystanęła. Spojrzała w górę, potem na drzewa i zmarszczyła nos.
Tymku... - szepnęła. - Słyszysz to?
Właśnie nie - odpowiedział Tymek i aż zrobił duże oczy. - Ani jednego ptaka. I Pan Marcin też dziś nie gra na gitarze.
Wtedy cała polana wydała im się zbyt cicha. Nawet gałązki nie skrzypiały, jak zwykle. Basia ścisnęła mocniej sznurek huśtawki, a Tymek zrobił krok do przodu.
Nagle pod krzakiem, tuż przy ścieżce, drgnął ciemny cień. Coś zaszeleściło bardzo cicho, jakby ktoś chował się tam z wielką ostrożnością.
Przyjaciele ruszyli bliżej, bardzo powoli. Krzak zaszurał jeszcze raz, a potem spomiędzy liści błysnęło coś małego i srebrnego...