Leon i kotka Figa odkrywają, że kolory znikają z Tęczowego Lasu. Wyruszają w głąb lasu, gdzie przy starym drzewie czeka na nich coś tajemniczego.
Leon mieszkał tuż przy Tęczowym Lesie. Rano, gdy tylko otwierał oczy, już słyszał śpiew ptaków i widział przez okno czerwone, niebieskie, żółte i różowe korony drzew. Obok niego zawsze przeciągała się kotka Figa i machała puszystym ogonem, jakby witała nowy, wesoły dzień.
Tego ranka było inaczej.
Leon wybiegł na podwórko, Figa tuż za nim, i nagle stanął jak wryty. Drzewo przy płocie było całe szare. Nie miało ani jednego czerwonego listka. Chłopiec zmrużył oczy, jakby to mogło pomóc kolorom wrócić.
– Figa, zobacz! – szepnął. – Co się stało z barwami?
Kotka nastawiła uszy i spojrzała w stronę lasu. Leon też popatrzył dalej i aż ścisnęło go w brzuchu: kolejne drzewa bladły jedno po drugim, a zielona trawa traciła swój blask.
Figa cicho mruknęła, po czym ruszyła przodem. Leon pobiegł za nią ścieżką, która stawała się coraz bardziej szara i cicha. Nawet wiatr zdawał się szeptać ostrożniej niż zwykle.
Doszli do polany, gdzie rosło najstarsze drzewo w lesie. Jego wielki pień sterczał jak strażnik, ale nawet ono wyglądało smutno i przygaszone.
I wtedy Leon zauważył ruch pod niskim konarem.
Ktoś albo coś kręciło się przy pniu, trzymając w łapkach mały, lśniący słoiczek...