W klasie 1B zaczynają znikać kredki. Tosia i Kacper szukają śladów, ale w sali pojawia się coś dziwnego, co sprawia, że robi się coraz bardziej tajemniczo.
W klasie 1B było dziś wyjątkowo kolorowo. Na ławkach leżały kartki pełne sów, drzew i wielkich dinozaurów, a po całej sali pachniało świeżymi kredkami. Tosia właśnie dorysowywała ostatnie piórka swojej ulubionej sowy. Kacper obok obrysowywał ogon zielonego dinozaura, który wyglądał tak groźnie, jak tylko potrafił pierwszy klasyk.
Nagle Tosia zastygła.
– Moje niebieskie kredki… zniknęły! – powiedziała cicho, zaglądając do piórnika, potem pod zeszyt i jeszcze raz do środka.
Kacper zmarszczył brwi.
– U mnie też nie ma czerwonej! Przecież przed chwilą ją trzymałem.
W klasie zrobiło się zupełnie cicho. Dzieci zaczęły spoglądać pod ławki, za plecaki i pod parapet. Pani Ania przyszła od razu i uklękła przy pierwszym rządku, ale nawet tam nie było ani jednej kredki. Tylko kilka kolorowych okruchów i ślad, jakby coś małego przeciągnęło się po podłodze.
Tosia podeszła do okna. Na parapecie drżał dziwny cień, chudy i mały, choć w sali nikt takiego nie widział. Dziewczynka wstrzymała oddech.
– Pani Aniu… tam coś jest.
Wtedy z wnętrza szafki dobiegło cichutkie chichotanie.