Czworo przyjaciół odkrywa, że z miejskiej biblioteki zniknęły dawne mapy. Ślad prowadzi ich do ukrytego przejścia i tuneli pod miastem.
Miejska biblioteka nie kojarzyła się Kubie z niczym, co mogłoby przyspieszyć puls. Pachniała kurzem, starym papierem i ciszą, która od razu ucinała każdy głośniejszy oddech. W tamten pochmurny czwartek wszedł tam z Olą, Kamilem i Natalią tylko po to, żeby odrobić lekcje. Mieli siedzieć przy jednym stole, zerkać do książek i jak najszybciej wrócić do domu.
Plan rozsypał się już po kilku minutach. Kamil, który zawsze musiał zajrzeć tam, gdzie nie powinien, odnalazł na końcu bocznego korytarza stary regał opisany pożółkłą karteczką: MAPY. Kiedy sięgnął po jedną z nich, zamarł. Półka była pusta. Nie pojedyncza mapa, nie dwie. Cały dział zniknął, jakby ktoś wyciął go z biblioteki jednym ruchem noża.
Kuba poszedł z pytaniem do pani bibliotekarki. Kobieta podniosła wzrok znad biurka, długo im się przyglądała, jakby sprawdzała, czy naprawdę przyszli tu tylko po notatki. Potem pochyliła się trochę bliżej i powiedziała cicho: „Nie wszystko powinno być tak łatwo dostępne”. Nie brzmiało to jak ostrzeżenie. Bardziej jak odpowiedź na pytanie, którego jeszcze nie zadali.
Wieczorem wrócili, kiedy biblioteka była już zamknięta. Nie mieli klucza, planu ani pewności, że to, co zobaczyli wcześniej, w ogóle miało sens. Mieli za to latarki, upór i coraz większe wrażenie, że ktoś ich tu oczekuje. Natalia pierwsza zauważyła wciśnięte w cień drzwi, niemal zlewające się ze ścianą pod odpadającą tapetą. Za nimi zaczynały się wąskie kamienne schody prowadzące w dół.
Schodzili coraz niżej, a powietrze stawało się chłodniejsze i wilgotne. Gdzieś pod nimi słychać było szmer wody i przytłumione echa, jakby pod biblioteką ktoś rozmawiał szeptem. Kiedy wreszcie dotarli na dół, snop światła z latarki Kuby przesunął się po ścianie i zatrzymał na ogromnym, ręcznie malowanym planie miasta. To były te same mapy.
Przez ułamek sekundy nikt się nie poruszył. Potem z ciemności po drugiej stronie pomieszczenia mignęło coś jasnego. Oczy. Ktoś albo coś stało tam, zanim ich dostrzeżono. A zaraz potem z głębi tunelu dobiegł ich cichy, ciężki odgłos przesuwanych kamieni.