Spodnie z Chichotka

Trójka przyjaciół trafia do dziwnego sklepu z ubraniami, w którym zwykłe spodnie potrafią zniknąć w najmniej odpowiednim momencie.

Mikołaj miał trzy życzenia: mieć psa, jeść lody na śniadanie i wreszcie wpakować się w coś porządnie dziwnego. Dwa pierwsze były u rodziców skreślone szybciej niż klasówka z matematyki, więc pozostawała mu tylko przygoda. A ta, jak na złość, nie chciała się pojawić.

Pewnego szarego czwartku, kiedy deszcz walił o chodnik tak mocno, jakby niebo próbowało zmyć całe miasto, Mikołaj wpadł pod starą reklamę: „Sklep Chichotek – moda, która wciąga!”. Pod nią stali Ola i Bartek. Oboje patrzyli na witrynę z minami ludzi, którzy właśnie zobaczyli coś, czego nie da się odzobaczyć.

— Widzieliście to? — Ola wskazała drzwi. Były pomalowane czymś, co wyglądało jak błoto z brokatem i bardzo złą decyzją.

Bartek parsknął śmiechem. — Kto nazywa sklep z ubraniami „Chichotek”? Brakuje tylko karuzeli i wesołego klauna przy kasie.

Ola już pchała drzwi. Mikołaj rzucił Bartkowi spojrzenie w stylu: „Jeśli stąd wyjdę w reklamie, masz to nagrać”, po czym wszedł za nią. W środku było jeszcze dziwniej. Półki same się przesuwały, czapki układały w równiutkie stosy, a spodnie na wieszakach kołysały się tak, jakby ktoś ukrył w nich małe silniczki. Za ladą stała kobieta w kapeluszu z piórem flaminga i rozmawiała z żółtym pudełkiem. Pudełko odpowiadało jej głosem, który brzmiał podejrzanie uprzejmie.

Ola wybrała zielone spodnie z napisem: „Dziś nie narzekam!”. Bartek znalazł koszulkę zmieniającą kolor za każdym razem, gdy ktoś opowie dowcip. Mikołaj długo przebierał wśród ubrań, aż w końcu wziął zwykłe szare dresy. Takie, które nie robią scen. Przynajmniej teoretycznie.

Zapłacili kartą, bo żółte pudełko wyraźnie obraziło się na banknoty, i wyszli na rynek. Zaledwie kilka kroków dalej Ola zatrzymała się tak gwałtownie, jakby ktoś pociągnął ją za niewidzialny sznurek.

Jej zielone spodnie po prostu zniknęły. Nie spadły, nie zsunęły się, nie wylądowały w kałuży. Po prostu wyparowały z powietrza.

Mikołaj i Bartek spojrzeli na Olę. Ola spojrzała na nich. Przez sekundę wszyscy troje stali nieruchomo, a deszcz bębnił o bruk coraz głośniej. Wtedy spodnie Bartka zamigotały, jakby coś przeszło po nich od środka, i...