Znikające światła na Strzelniczej

Czworo nastolatków zauważa niepokojące światło w opuszczonym domu przy Strzelniczej. Gdy podchodzą bliżej, cisza pęka od kroków i szeptu, który nie powinien tam wybrzmieć.

Wszystko zaczęło się pewnego sierpniowego wieczoru, kiedy Michał, Lena, Igor i Paula wracali rowerami przez starą część miasta. Powietrze było ciężkie od wilgoci, niebo zasnuły ciemne chmury, a Strzelnicza wyglądała tak, jakby ktoś zgasił na niej resztę dnia.

Przy numerze 17 Michał nagle zahamował tak gwałtownie, że jego rower skrzypnął na żwirze.

– Widzieliście to? – spytał szeptem.

Na piętrze opuszczonego domu mignęło zielonkawe światło. Krótkie, nierealne, jakby ktoś na sekundę przetarł latarką po szybie od środka.

Lena od razu spojrzała w górę. – Przecież ten dom stoi pusty od lat.

– I właśnie dlatego wszyscy omijają go szerokim łukiem – mruknął Igor, choć sam ścisnął kierownicę tak mocno, że zbielały mu knykcie.

Paula zeskoczyła z roweru pierwsza. – Albo ktoś tam jest. Chodźmy sprawdzić.

Nie brzmiało to jak propozycja. Raczej jak wyzwanie.

Przeskoczyli przez przekrzywioną furtkę i ruszyli przez wysoką trawę, która szarpała im nogawki jak mokre dłonie. Dom z bliska wyglądał jeszcze gorzej: okna były zabrudzone, tynk odłaził płatami, a w czarnych framugach czaił się półmrok. Z wnętrza dobiegł cichy szelest, jakby ktoś przesunął krzesło po podłodze.

Michał zatrzymał się pierwszy. – Słyszeliście?

Nikt nie odpowiedział, bo wszyscy słyszeli.

Igor podniósł telefon i włączył latarkę. Wąski snop światła padł na uchylone drzwi. W środku ciągnął się ciemny korytarz, przecięty bladozieloną poświatą. Paula zrobiła krok naprzód, ale zaraz przystanęła.

– Halo? Jest tu ktoś? – zawołała.

Cisza wróciła od razu, cięższa niż wcześniej.

Po chwili z głębi domu dobiegły wolne, ciężkie kroki. Zielone światło zadrżało i nagle pociemniało, jakby coś zasłoniło źródło blasku. Potem rozległ się trzask tłuczonego szkła i urwany szept:

– Nie wolno tu wchodzić...

Czwórka nastolatków zastygła na progu. Z korytarza dobiegł kolejny krok, bliższy niż przed chwilą, i coś poruszyło się tuż za zasnutą ciemnością.