Czwórka nastolatków znajduje w lesie ogromne, nienaturalne tropy. Ślady prowadzą ich do starego bunkra, gdzie czeka coś, czego nikt nie powinien tam znaleźć.
Za miasteczkiem, tam gdzie kończył się stary tor rowerowy i zaczynał las, panował dziwny spokój. Lena, Maks, Oskar i Nadia znali to miejsce na pamięć, a jednak tamtego upalnego popołudnia wszystko wydawało się inne, jakby ktoś przesunął granicę między zwyczajnością a czymś obcym.
Szli leśną ścieżką tylko po to, żeby uciec od słońca. Powietrze było ciężkie od zapachu igliwia i rozgrzanej ziemi, a gałęzie rzucały na ziemię poszarpane cienie. Lena pierwsza się zatrzymała. Potknęła się o coś miękkiego, co nie pasowało do leśnego dna, i odskoczyła gwałtownie.
— Patrzcie na to — powiedziała ciszej, niż chciała.
W mokrej ziemi odciśnięty był ślad łapy. Ogromny. Zbyt szeroki jak na wilka, z długimi palcami, których nikt z nich nie potrafił wytłumaczyć. Maks przykucnął obok, ale nawet on zamilkł na chwilę.
Oskar wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie.
— Pokażę babci. Ona rozpozna, co to za zwierzę.
— Jeśli to w ogóle jest zwierzę — mruknął Maks.
Nadia pochyliła się bliżej. Na skraju odcisku widać było jeszcze drugi, płytszy ślad, jakby coś ciężkiego przeciągnęło się przez ziemię i zawahało przed kolejnym krokiem.
— To nie wygląda na żart — powiedziała.
Poszli dalej, już bez wcześniejszej pewności siebie. Co kilkanaście metrów trafiali na następny ślad, potem następny. Trop prowadził coraz głębiej, z dala od ścieżek i od rowerowego toru, aż w końcu urwał się przy starym bunkrze ukrytym w gęstwinie.
Betonowa ściana była popękana, a zardzewiałe okienko stało uchylone, jakby ktoś wszedł tam niedawno. Oskar nie czekał. Wcisnął się pierwszy do środka.
— Chodźcie tutaj! — zawołał stłumionym głosem.
W bunkrze leżały rozrzucone liście, puste opakowania po batonach i ciemne kępki futra przyklejone do wilgotnej podłogi. Lena poczuła chłód mimo upału.
Wtedy z zewnątrz dobiegł ich cichy szelest. Coś ciężkiego poruszyło się tuż za ścianą bunkra, tak blisko, że wszyscy jednocześnie wstrzymali oddech.