Znikający korytarz

W starej Szkole Podstawowej nr 7 Lena, Jakub i Nikola trafiają na ukryte drzwi, które prowadzą do dziwnego miejsca. Za chwilę odkryją coś, co zmieni wszystko.

Deszcz stukał w szyby Szkoły Podstawowej nr 7 tak głośno, jakby ktoś próbował się do niej dostać od środka. Lena siedziała na parapecie pustego korytarza i obracała w palcach identyfikator, czekając, aż minie popołudniowy dyżur. Zwykle o tej porze szkoła drżała od krzyków, śmiechu i bieganiny, ale dziś wszędzie panowała dziwna cisza. Tylko krople spływały po szybach, a stare lampy nad głowami co jakiś czas migały jak zmęczone oczy.

Lena, Jakub i Nikola zbierali zgubione rzeczy z podłogi: gumkę do włosów, pogniecioną kartkę, jeden samotny but od wf-u. Nic nadzwyczajnego. A jednak Lena miała wrażenie, że korytarz tego popołudnia wygląda inaczej. Jakby był dłuższy. Jakby coś w nim czekało.

Wtedy światło zgasło na pół sekundy.

— Widzieliście to? — szepnęła Nikola.

Zatrzymali się jednocześnie. Za szafkami numer czternaście, tam gdzie zwykle była tylko ściana, zamigotał zielonkawy blask. Lena zmrużyła oczy. Pomiędzy szafkami zarysował się prostokąt, cienki jak narysowana kredą linia. Z każdą chwilą stawał się wyraźniejszy, aż w końcu pojawiły się drzwi. Drewniane, stare, z metalową klamką i maleńkim okienkiem na wysokości wzroku.

— Ich tu wcześniej nie było — powiedział Jakub, ale w jego głosie zabrzmiała niepewność.

Przez szybkę w drzwiach mignął cień. Potem drugi.

Nikola mocniej ścisnęła klucz od szafki, jakby mógł ją ochronić. Lena poczuła, że serce bije jej szybciej. Chciała powiedzieć, żeby nie podchodzili bliżej, ale Jakub już zrobił krok do przodu i dotknął klamki.

Drzwi ustąpiły z cichym skrzypnięciem.

Za nimi nie było kolejnej klasy ani schowka. Była przestrzeń tak dziwna, że Lena aż wstrzymała oddech. Nad ich głowami unosiły się kryształy wielkości jabłek, świecące na niebiesko, pomarańczowo i zielono. Powietrze iskrzyło drobnymi błyskami, a podłoga pod stopami połyskiwała jak mokry kamień. Na środku, białymi literami wypalonymi w posadzce, widniał napis: „Wybierzcie swoją moc. Macie 3 minuty.”

— To jakiś żart? — wyszeptała Lena.

Ale nikt nie odpowiedział, bo każdy z nich patrzył już na inny kryształ. Jakby coś ich do nich przyciągało. Lena wyciągnęła rękę i poczuła w palcach dziwne ciepło. Gdy dotknęła gładkiej powierzchni, zielony blask rozbłysnął tak mocno, że aż ją oślepił.

Przez ułamek sekundy miała wrażenie, że prześwituje na wylot.

Z korytarza dobiegł nagle suchy, niepokojący szelest. Drzwi za ich plecami zaczęły się zamykać same, powoli, z metalicznym jękiem. Lena odwróciła głowę i zobaczyła, że cienie za maleńkim okienkiem są już bardzo blisko...