W klasie Mai pojawia się tajemniczy ślad z kredy, który prowadzi dzieci coraz dalej, aż do miejsca, gdzie coś zaczyna cicho błyszczeć.
Maja lubiła swoją szkołę najbardziej wtedy, gdy w klasie pachniało kredą, a na parapecie stały zielone kwiatki w niebieskich doniczkach. Tego ranka jednak wszyscy od razu zobaczyli coś, czego nikt się nie spodziewał.
Na tablicy wiła się gruba biała spirala. Zaczynała się przy samym rogu, skręcała raz, drugi, trzeci i schodziła aż na podłogę, między ławki, jak ślad po czymś, co bardzo się spieszyło.
— Kto to narysował? — spytała pani Iwona i spojrzała na klasę ponad okularami.
Nikt nie odpowiedział. Franek rozdziawił usta, Zosia przycisnęła plecak do brzucha, a Maja podeszła bliżej. Biała linia wyglądała świeżo, jakby ktoś położył ją tu przed chwilą.
— Patrzcie! — szepnął Franek. Przykucnął i dotknął kredy. — Ona prowadzi pod szafkę z książkami!
Dzieci zgromadziły się obok. Linia rzeczywiście znikała tam, gdzie stały grube, ciężkie tomy. Pani Iwona nie zdążyła nic powiedzieć, bo cała klasa już ruszyła za śladem, krok po kroku, bardzo ostrożnie, żeby go nie rozmazać.
Przeszli obok biurka, minęli kosz na śmieci i stanęli przy szafce. Za nią było ciemniej. Maja pochyliła głowę, a wtedy zobaczyła coś małego, co mignęło cichym, srebrnym błyskiem za jednym z obrazków na ścianie.
— Widzieliście to? — wyszeptała.
W klasie zrobiło się tak cicho, że słychać było tylko tykanie zegara. Maja wyciągnęła rękę, ale zanim dotknęła obrazka, coś za nim znów lekko błysnęło, jakby ktoś po drugiej stronie właśnie się poruszył.