Przyjaciele z Leśnego Błonia ruszają śladem Fenka do starej części lasu, gdzie mgła gęstnieje, a jego trop nagle urywa się przy dziwnym korzeniu.
Na skraju Leśnego Błonia żyła paczka zwierząt, która rzadko rozstawała się choćby na chwilę. Najmłodszy był Fenek, lisek o wielkich uszach i jeszcze większej ciekawości świata. To on wpadał na najbardziej szalone zabawy, wypatrywał najdorodniejszych jagód i pierwszy zaglądał tam, gdzie inni widzieli tylko ciemne zarośla. Dlatego kiedy o poranku nie zjawił się na śniadaniu, przyjaciele od razu poczuli, że coś jest nie tak.
– Fenek nigdy nie spóźnia się na jagody – mruknęła Kiki, sroka o ostrym głosie, przysiadając nerwowo na niskiej gałęzi.
Nela pochyliła pyszczek nad mokrą trawą. Jej nos drgnął kilka razy, aż wreszcie jeżynka uniosła głowę.
– Czuję jego zapach. Prowadzi… do Starego Zakola.
Zapadła cisza. Nawet wiatr, zwykle figlarny między drzewami, jakby na moment się cofnął. Stare Zakole leżało po drugiej stronie lasu, tam, gdzie drzewa rosły gęściej, a mgła potrafiła zalegać aż do południa. Młodsze zwierzęta rzadko tam chodziły. Mówiono, że w tamtym miejscu wszystko brzmi inaczej: kroki, szept, nawet własny oddech.
– To idziemy – powiedziała Nela, prostując kolczasty grzbiet.
Kiki już była w powietrzu. – Jasne, że idziemy. Nie zostawimy Fenka samego.
Bolek ruszył za nimi bez słowa. Żółw nie miał w sobie pośpiechu, ale kiedy trzeba było, potrafił iść uparcie jak nikt inny.
Im głębiej w las, tym mniej było zwyczajnych odgłosów. Zniknęło świergotanie ptaków, ucichło bzyczenie owadów, nawet gałązki pod łapami brzmiały tu jakoś głucho. Tylko Nela od czasu do czasu przystawała, węszyła i prowadziła resztę wąską ścieżką między paprociami.
W końcu zamarła.
– Tutaj zapach się urywa.
Przed nimi otworzyła się mała polana. Rosły na niej srebrzyste paprocie, a pośrodku leżała chusta Fenka, wygnieciona i wilgotna od rosy. Kiki zleciała niżej, po czym nagle cofnęła się z ostrym skrzekiem.
Na ziemi były ślady łapek. Kilka kroków dalej ginęły przy ogromnym, powykręcanym korzeniu starego drzewa.
Bolek wychylił szyję. – Skoro tutaj się kończą, to gdzie on…
W tej samej chwili spod korzenia dobiegło ciche szuranie. Jakby coś poruszyło się pod ziemią. Przyjaciele znieruchomieli. Z ciemnego otworu pod drzewem popłynął chłodny podmuch, a zaraz potem dobiegł ich ledwie słyszalny dźwięk, bardzo podobny do głosu Fenka.