W wigilijny wieczór Zosia słyszy tajemniczy dzwoneczek, a w pniu choinki pojawiają się drzwiczki i prośba o pomoc w znalezieniu zaginionej gwiazdki.
Była Wigilia i miękko padał śnieg. Dom pachniał piernikiem i skórką pomarańczy. Choinka stała w rogu, cicha i wysoka. Mama mieszała barszcz w czerwonym garnku. Tata wsunął sianko pod biały obrus. Dziadek mówił o pierwszej gwiazdce na niebie. Zosia wieszała swoją papierową gwiazdę na gałązce.
Pod choinką leżało pudełko bez kokardy. Na kartce było zdanie: „Zosiu, nie otwieraj jeszcze. Słuchaj”. Zosia zastygła i wstrzymała oddech na chwilę. Wtedy zabrzmiał cichy dzwonek spod gałęzi. To nie był zegar w korytarzu. Dźwięk płynął z miejsca bez ozdób. Na igle wisiał maleńki dzwoneczek z literą Z. Zadzwonił, gdy Zosia cicho dmuchnęła na niego. „To dla mnie?” szepnęła zdziwiona. Nagle światła zamigotały i przygasły na chwilę. W oknie przewinął się cień sań.
W pniu choinki pojawiły się małe drzwiczki. Mrugało w nich ciepłe, złote światełko. Zza drzwiczek dobiegł szept i tupot. „Zosiu, pomożesz nam znaleźć zaginioną gwiazdkę?” Prezenty poruszyły się i utworzyły wąską ścieżkę. Pudełko bez kokardy potoczyło się do Zosi. Wieczko drgnęło, jakby ktoś pukał od środka. Zosia wyciągnęła rękę nad zamek i...