Zosia znajduje w szafie pelerynę, która potrafi znikać. Gdy w ogrodzie rozlega się dziwny hałas, zaczyna się jej pierwsza wielka przygoda.
Zosia miała siedem lat i mieszkała w małym domku na końcu ulicy Kwiatowej. Najbardziej lubiła przebierać się za bohaterów i biegać po domu z kotem Plamką, który zawsze udawał, że wszystko go bardzo interesuje.
Pewnego ranka, gdy Zosia otworzyła szafę, aż wstrzymała oddech. Na samym wierzchu leżała peleryna. Była gładka, miękka i błyszczała jak kropla wody w słońcu. Nikt wcześniej jej tam nie widział. Zosia dotknęła materiału jednym palcem, potem drugim, a kiedy zarzuciła pelerynę na ramiona, nagle zrobiła się lekka jak piórko.
Spojrzała na swoje ręce. Nie było ich. Potem spojrzała na brzuch, kolana, stopy. Też zniknęły. Plamka aż odskoczył i zamiauczał cienko, jakby zobaczył ducha. Zosia zamarła, a potem zachichotała z niedowierzania. Była niewidzialna.
Na palcach wyszła z pokoju i przemknęła obok brata, który akurat szukał swoich kapci pod kanapą. Nie zauważył niczego. Zosia przygryzła wargę. To naprawdę działało. Serce biło jej szybciej, bo teraz mogła zrobić coś ważnego, tylko jeszcze nie wiedziała co.
Wtedy z ogrodu dobiegł cichy trzask. Jakby ktoś stanął na suchych gałązkach. Plamka nastawił uszy. Zosia odwróciła głowę w stronę okna. Za firanką coś poruszyło się powoli, a potem znów zapadła cisza. Zosia zrobiła krok w stronę drzwi i poczuła, że peleryna lekko drgnęła na jej ramionach, jakby sama chciała ją popchnąć dalej...