Zosia i znikający dzwonek

Wigilijny poranek, cichy szept i tajemnicze ślady przy choince.

Był poranek Wigilii, a śnieg przykrył całe podwórko. Zosia ustawiła pierniki na talerzu i dmuchnęła mąkę z nosa. Mama zawiesiła lampki, a tata poprawił srebrną gwiazdę. Pod oknem wisiała skarpeta w renifery, pusta i miękka. Zosia szepnęła: „Święty Mikołaju, znajdź nasz dom dziś wieczorem”.
Nagle coś zadźwięczało cichutko, jak maleńki dzwonek w choince. Zosia spojrzała na gałązki, lecz dzwonek zniknął z nitki. Na parapecie leżał czerwony guzik i błyszczący ślad. Do Zosi dobiegł szept: „Zosiu... proszę, pomóż mi”. Zosia odsunęła firankę i otworzyła lekko okno. Zimno szczypało policzek, lecz była odważna. Na śniegu pojawiły się drobne ślady, jak od maleńkich butów. Prowadziły prosto na balkon i pod samą choinkę. Zosia wsunęła rękę między gałązki i uniosła jedną. Coś lekkiego chwyciło jej palec, a dzwonek znów zadźwięczał...