Zuzia odnajduje na strychu maleńkie drzwi i trafia do Krainy Chmur. Gdy pojawiają się tajemnicze światełka i dźwięki, zaczyna się niezwykła przygoda.
Pewnego popołudnia Zuzia weszła na stary strych w swoim domu. Zawsze pachniało tam kurzem, drewnem i dawnymi wspomnieniami. Za każdym razem mogła znaleźć coś ciekawego. Tym razem jednak zatrzymała się nagle.
Za dużą skrzynią z zabawkami błysnęły maleńkie drzwiczki. Były tak małe, że ledwo mieściła się w nich jej dłoń. Zuzia zmrużyła oczy. Drzwi lśniły srebrzyście, jakby ktoś posypał je gwiezdnym pyłkiem.
Pochyliła się bliżej i ostrożnie nacisnęła klamkę. Drzwiczki skrzypnęły cicho. Z wnętrza powiał chłodny, lekki wietrzyk, a razem z nim doleciał zapach deszczu i czegoś słodkiego, jak watka cukrowa.
Zuzia zajrzała do środka. Po drugiej stronie nie było strychu. Nie było też ściany ani podłogi. Tylko jasna poświata i miękka, mglista przestrzeń, która drżała jak sen.
Zrobiła jeden krok. Potem drugi. I nagle świat przewrócił się do góry nogami.
Stała na miękkiej, niebieskiej trawie pośród puszystych, białych chmurek. Nad jej głową płynęło jasne niebo, a wszystko wokół było ciche i dziwnie lekkie. Obok, prosto z obłoku, wyskoczył mały piesek z uszami jak dwa śnieżne piórka.
– Cześć! Jestem Pufek! – zaszczekał wesoło.
Zuzia otworzyła usta ze zdziwienia. To naprawdę była Kraina Chmur.
W tej samej chwili niebo rozbłysło setkami maleńkich, kolorowych światełek. Z daleka dobiegł ją tajemniczy dźwięk. Raz był wysoki jak gwizdek, raz niski jak pomruk dalekiego bębna.
Pufek podniósł uszy i spojrzał w stronę jasnego blasku.
– Słyszysz to? – szepnął.
Zuzia skinęła głową. Światełka zaczęły migotać coraz szybciej, jakby kogoś wołały. Dziewczynka ścisnęła dłonie i zrobiła krok w tamtą stronę, a Pufek ruszył razem z nią.