Zuzia i granatowy kamyk

Siedmioletnia Zuzia znajduje w ogrodzie błyszczący kamyk, który otwiera drogę do magicznego lasu pełnego świateł, szepczących kwiatów i tajemnicy.

Zuzia lubiła swój ogród najbardziej wtedy, gdy słońce zaglądało pod krzaki i robiło z liści małe, złote lusterka. Tego popołudnia kucała przy poziomkach, gdy coś błysnęło pod zielonymi gałązkami.

Nachyliła się ostrożnie i odgarnęła liście. Leżał tam maleńki kamyk, granatowy jak nocne niebo. W środku miał jedną złotą iskrę, która mrugała raz po raz, jakby coś chciała powiedzieć. Zuzia wzięła go do dłoni. Kamyk był ciepły.

Wtedy zadźwięczało cichutko: dzyń-dzyń-dzyń.

Wiatr zakręcił się wokół Zuzi, porwał jej włosy i poruszył gałązki poziomek. Ogród zamigotał, rozciągnął się i nagle zniknął. Zamiast grządek i płotu wyrósł przed nią wielki łuk z liści, spleciony tak gęsto, że aż świecił zielenią.

Zuzia zrobiła krok do tyłu.

Za bramą czekał las, jakiego jeszcze nigdy nie widziała. Drzewa miały tak wysokie pnie, że ginęły w chmurach. Między korzeniami przemykały małe jeżyki w paski, nad ścieżką trzepotały motyle wielkie jak talerzyki, a spod mchu dobiegało ciche, srebrne brzęczenie. Powietrze pachniało poziomkami i wanilią.

– Witaj, Zuziu! – odezwał się ktoś obok.

Przed nią stał mały skrzat w czerwonej czapeczce. Miał zielone butki z dzwoneczkami i tak śmiesznie przekrzywione uszy, że Zuzia aż prawie się uśmiechnęła.

– Jestem Plumek – powiedział i ukłonił się nisko. – Ten kamyk nie trafia do rąk przypadkiem. Musisz iść za mną.

Poprowadził ją w głąb lasu. Kwiaty szeptały coś cichutko, jakby plotkowały między sobą, a na gałęziach kołysały się małe, świecące grzybki. W końcu skrzat zatrzymał się przy srebrzystym stawie.

– Tam mieszka Smużka, magiczna żabka – szepnął Plumek. – Ona wie, co dalej.

Z wody wynurzyła się zielona żabka z fioletową plamką na grzbiecie i spojrzała na Zuzię bardzo poważnie. Zuzia już chciała coś powiedzieć, gdy za krzakami zaszeleściło coś ciężkiego. Liście zadrżały. Kamyk w jej dłoni nagle mocno rozjarzył się granatem i złotem.

A potem z cienia wyłoniło się coś, czego Zuzia w ogóle się nie spodziewała.