Ciekawa Zuzia trafia do starego słowiańskiego lasu, gdzie spotyka leśnego skrzata Barwinka. Wspólnie zaczynają szukać zaczarowanego kwiatu, gdy w zaroślach coś nagle cicho się porusza.
Za siedmioma pagórkami i szeroką, wijącą się rzeką leżała mała wioska. Mieszkała tam Zuzia, dziewczynka z burzą rudych loków i oczami zielonymi jak młode liście. Nie umiała usiedzieć w miejscu. Każdy dzień zamieniała w nową wyprawę, a najbardziej lubiła stary las za polami. Rosły tam wiekowe dęby, pachniał mech, a ścieżki wiły się tak, jakby znały tylko swoje tajemnice.
Pewnego ranka Zuzia założyła swoje ulubione kalosze i wymknęła się z domu, zanim wioska dobrze się obudziła. Rosa błyszczała na pajęczynach, ptaki świergotały wysoko w koronach, a słońce zaglądało między gałęzie cienkimi, złotymi smugami.
Zuzia szła wolno, nasłuchując każdego szmeru. Nagle spod wielkiego kamienia dobiegło ją ciche chichotanie. Dziewczynka przystanęła, pochyliła się i zajrzała w gęsty mech. Siedział tam maleńki skrzat w czerwonej czapeczce, z brodą białą jak puch dmuchawca. Próbował wdrapać się na grzyba, lecz co chwilę zsuwał się w dół.
– Ojej... ty naprawdę jesteś? – szepnęła Zuzia.
Skrzat aż podskoczył, poprawił czapeczkę i ukłonił się bardzo poważnie.
– Barwinek, do usług. Pilnuję tego lasu, żeby wszystko rosło jak trzeba – powiedział szybko. – I właśnie mam kłopot.
Zuzia usiadła na korzeniu i patrzyła na niego wielkimi oczami.
– Jakim kłopotem?
Barwinek ściszył głos.
– Szukam zaczarowanego kwiatu. Rozkwita tylko raz w roku, a bez niego w lesie może się stać coś bardzo złego.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo z głębi paproci dobiegł cichy szelest. Liście lekko drgnęły. Ptaki umilkły. Zuzia wstrzymała oddech, a Barwinek odwrócił głowę tak szybko, jakby właśnie usłyszał coś, czego najbardziej się obawiał.