Zuzia znajduje srebrny zegarek dziadka, a razem z Fafikiem trafia do dawnego świata pełnego obcych dźwięków, starych ubrań i tajemnicy, która właśnie zaczyna się budzić.
Był ciepły, słoneczny poranek. Zuzia biegała po dużym, zielonym ogrodzie babci, a jej pies Fafik gonił za motylami i co chwilę wracał po głaskanie. Pod wielkim dębem pachniały fiołki, a wiatr szumiał cicho w liściach.
Zuzia lubiła zaglądać tam, gdzie nikt nie patrzył. Tego dnia wspięła się na strych. Pachniało tam kurzem, drewnem i starymi książkami. W półmroku stało niewielkie pudełko. Na wieku ktoś starannie wyrył napis: „Dla Zuzi - od dziadka”.
Dziewczynka otworzyła je bardzo ostrożnie. W środku leżał srebrny zegarek na łańcuszku. Był stary, ale błyszczał jak nowy. Zamiast zwykłych cyfr miał na tarczy dziwne znaczki i małe gwiazdki.
Fafik podszedł bliżej, powąchał zegarek i kichnął tak mocno, że aż wzbił się obłoczek pyłu. W tej samej chwili tarcza zegarka rozświetliła się miękkim blaskiem.
Zuzia cofnęła się o krok. Świat zawirował jej przed oczami. Podłoga, ściany i skrzynie zaczęły się mieszać w jedną wielką plamę światła. Fafik zapiszczał cicho i przytulił się do jej nogi.
A potem nagle wszystko ucichło.
Zuzia stała już nie na strychu, tylko na szerokiej, słonecznej polanie. Wokół rosły wysokie trawy i kolorowe kwiaty, ale wszystko wyglądało inaczej niż przed chwilą. Po drodze turkotały drewniane wozy. Dzieci biegały w długich spódnicach i spodniach na szelkach. Nikt nie miał w ręku telefonu ani plecaka.
Zuzia spojrzała na Fafika, a Fafik na Zuzię. Obok ich stóp leżał zegarek dziadka, wciąż ciepły i lekko migoczący.
Nagle z krzaków po drugiej stronie polany wyjrzał chłopiec w okrągłym kapeluszu.
Zuzia ścisnęła mocniej zegarek. Zza jej pleców dobiegł dziwny dźwięk, jakby ktoś bardzo daleko uderzył w mały dzwonek.