Zuzia i Miś budują rakietę z kartonów i lecą na Księżyc. Na srebrnym pyłku czeka na nich coś bardzo dziwnego. Co to takiego?
Zuzia lubiła wieczorami patrzeć w okno, kiedy nad domem zapalało się ciemne, szerokie niebo. Liczyła gwiazdy szeptem, a jej pluszowy Miś siedział obok niej na poduszce i wyglądał tak, jakby też wszystko uważnie oglądał.
Pewnej nocy Zuzia pochyliła się do niego i szepnęła:
Miś aż się wyprostował. Oczywiście, że chciał. Był najodważniejszym misiem w całym pokoju, a może nawet na całym osiedlu.
Nazajutrz Zuzia przyniosła kartony, taśmę i kolorowy papier. Razem z Misiem budowali rakietę na dywanie. Pudełko po butach stało się pulpitem, rolka po ręczniku - długim silnikiem, a czerwony papier zamienił się w ognisty nos rakiety.
Gdy wszystko było gotowe, Zuzia wsunęła Misia do środka, a potem sama usiadła obok niego. Drzwiczki zatrzasnęły się cicho. Zuzia wzięła głęboki oddech.
Rakieta zaszumiała, zatrzęsła się i nagle świat za okienkiem zaczął wirwać. Gwiazdy migały jak maleńkie lampki. Księżyc rósł coraz większy, aż w końcu wypełnił całe niebo przed nimi.
Lądowanie było miękkie jak skok w watę. Zuzia i Miś wyszli ostrożnie na srebrny pył. Wszystko wokół lśniło cicho i dziwnie pięknie.
Wtedy gdzieś za kamieniem rozległo się:
Zza wielkiego księżycowego głazu wysunęło się coś zielonego i świecącego. Poruszało się szybko, jakby miało mnóstwo małych rąk.
Zuzia ścisnęła łapkę Misia.
A to stworzenie zrobiło jeszcze jeden krok w ich stronę.