Zuzia i Pączek znajdują w parku niebieski parasol, który zachowuje się jak żywy. Zaraz zaczyna się wirująca, bardzo dziwna przygoda z kaczka w okularach i tajemniczym głosem.
W małym miasteczku, tuż przy placu zabaw, mieszkała Zuzia. Miała rude warkoczyki, wielkie okulary i tak bujną wyobraźnię, że nawet kałuża potrafiła jej przypominać jezioro piratów. Najbardziej lubiła biegać po parku z Pączkiem, małym, puszystym pieskiem, który miał nos do przygód i ogon do machania bez przerwy.
Tego pochmurnego ranka park wyglądał zwyczajnie tylko przez chwilę. Pod starym dębem Zuzia zauważyła coś, co zupełnie nie pasowało do mokrej trawy i szarych chmur. To był niebieski parasol w żółte grochy. Stukał lekko o ziemię, choć nie trzymał go nikt. Stał wbity uchwytem do góry, jakby właśnie czekał na spóźnionego właściciela.
— Pączku, patrz! — szepnęła Zuzia. — Jaki śmieszny parasol.
Pączek podbiegł pierwszy. Powąchał parasol, kichnął i zrobił minę, jakby coś usłyszał. W tej samej chwili parasol trzepnął materiałem, rozwinął się z głośnym puf! i zamachał nad nimi jak ogromne niebieskie skrzydło.
— Hop! — pisnęła Zuzia.
Zakręcił się wiatr. Najpierw drobny, potem coraz silniejszy. Pączek podskoczył, Zuzia złapała rączkę parasola i nagle cała trójka uniosła się nad trawę. Liście śmigały dookoła jak małe pomarańczowe ptaki, a park pod nimi robił się coraz mniejszy i mniejszy.
Pączek szczekał z zachwytu, choć jego uszy fruwały mu po obu stronach głowy. Zuzia śmiała się tak głośno, że aż zabrakło jej tchu, gdy przelecieli nad stawem. Na ławce siedziała tam kaczka w czarnych okularach przeciwsłonecznych i czytała gazetę, jakby to było najzwyklejsze zajęcie na świecie.
Wtedy z parasola odezwał się wesoły, trochę skrzypiący głos:
— Kto pierwszy zobaczy latające lody?
Zuzia otworzyła usta ze zdziwienia, Pączek zakręcił się w powietrzu, a parasol nagle jeszcze przyspieszył. Chmury rozstąpiły się na chwilę i tuż przed nimi, wysoko na niebie, pojawiło się coś dużego, białego i bardzo, bardzo dziwnego...