Zuzia trafia pod czerwony namiot Cyrku Radości, gdzie poznaje klauna Żuczka i akrobatkę Lenkę. Gdy pokaz nabiera tempa, nagle gasną światła, a na arenie zaczyna dziać się coś dziwnego.
Był ciepły, miękki wieczór, kiedy Zuzia przyszła z mamą i tatą na wielki plac za miastem. Pośrodku stał ogromny czerwony namiot, a na jego szczycie trzepotały kolorowe flagi. Nad wejściem błyszczał napis: CYRK RADOŚCI. Zewsząd dobiegał zapach popcornu, waty cukrowej i prażonych orzeszków.
Zuzia ściskała mamę za dłoń, ale tak naprawdę chciała już biec do środka. To miał być jej pierwszy cyrkowy wieczór. W namiocie było jasno od lamp, a na środku lśniła okrągła arena. Po czerwonym piasku kręcili się artyści, ustawiali rekwizyty i mrugali do dzieci.
Najpierw Zuzia zauważyła klauna Żuczka. Miał czerwony nos, wielkie buty i żółtą rękawicę większą od jej głowy. Machnął nią do Zuzi tak szeroko, że omal nie strącił sobie kapelusza. Tuż obok ćwiczyła akrobatka Lenka. Stała lekko na palcach, wyciągała ręce wysoko nad głowę i robiła takie szybkie fikołki, że aż trudno było za nią nadążyć wzrokiem.
Kiedy wszyscy usiedli, na arenę wszedł dyrektor cyrku w błyszczącym, kolorowym kapeluszu. Uderzył laską o podłogę i pokaz się zaczął. Papuga rozgadała się na całe gardło, kotek przeszedł po linie, a Żuczek wywołał tyle śmiechu, że Zuzia aż złapała się za brzuch.
I właśnie wtedy, gdy Lenka stanęła gotowa do swojego najważniejszego występu, światła zamigały raz, drugi, trzeci... Po chwili w namiocie zrobiło się zupełnie ciemno.
Zuzia zamarła. Na środku areny coś poruszyło się cicho i wolno, jakby ktoś albo coś właśnie wyszło z cienia.