Zuzia, Fafik i Księżycowa Skała

Zuzia i Fafik lecą małą rakietą na kolorową planetę. Czeka ich tam coś dziwnego, świecącego i bardzo tajemniczego.

Pewnego wieczoru Zuzia stała przy oknie z teleskopem przyciśniętym do ramienia i szukała na niebie czegoś niezwykłego. Fafik kręcił się pod jej krzesłem, merdał ogonem i cicho poszczekiwał, jakby też czekał na znak.

Nagle jedna gwiazda zabłysła tak jasno, że Zuzia aż zamrugała. W tej samej chwili z rogu pokoju dobiegło ciche bzyczenie. Między książkami i klockami pojawiła się malutka srebrna rakieta. Migała zielonymi i niebieskimi światełkami, a jej drzwiczki same się uchyliły.

Zuzia spojrzała na Fafika. Piesek nastawił uszy. W środku rakiety było ciasno, ale przytulnie, a na panelu świecił jeden przycisk z rysunkiem księżycowego uśmiechu. Fafik pacnął go łapką i rakieta drgnęła.

Za okienkiem mignęły gwiazdy, a potem całe niebo zamieniło się w srebrny wir. Po chwili rakieta miękko stanęła na kolorowej planecie. Rosły tam fioletowe skały, a między nimi błyszczały małe kamyki, jak rozsypane cukierki.

Zuzia i Fafik wyszli ostrożnie na zewnątrz. Powietrze pachniało chłodno i dziwnie słodko. Nagle zza ogromnej Księżycowej Skały dobiegł cichy śpiew. Potem drugi głos. I jeszcze jeden.

Fafik warknął cichutko, choć raczej ze zdziwienia niż ze strachu. Zuzia zrobiła krok do przodu i wtedy z wnętrza skały rozbłysło blade, niebieskie światło, które zaczęło pulsować coraz szybciej…