Zuzia odkrywa pod swoim dywanem tajemnicze, błyszczące drzwi i wraz z kotkiem Psotkiem trafia do niezwykłego, kolorowego świata pełnego niespodzianek.
Zuzia lubiła swój pokój najbardziej wtedy, gdy za oknem padał deszcz i wszystko wyglądało jakby cichło. Tego dnia siedziała na podłodze i budowała wieżę z klocków, a obok niej kręcił się Psotek. Kotek nagle nastroszył wąsy, miauknął cienko i zaczął drapać dywan w jednym miejscu.
Zuzia odsunęła go kawałek i aż wstrzymała oddech. Pod miękkim materiałem migały małe, błyszczące drzwi. Były niebieskie jak letnie niebo po burzy i tak niewielkie, że wyglądały, jakby czekały właśnie na nią. Psotek usiadł prosto, poruszył ogonem i patrzył na klamkę tak uważnie, jakby wiedział więcej niż Zuzia.
Dziewczynka położyła dłoń na chłodnym metalu i delikatnie nacisnęła. Drzwi otworzyły się same, a z ich środka buchnęło wirujące, srebrne światło. Zuzia i Psotek krzyknęli jednocześnie i nagle wszystko zawirowało.
Kiedy Zuzia otworzyła oczy, nie było już pokoju. Wokół rosły kolorowe drzewa do góry nogami, nisko nad ziemią płynęły puchate chmurki, a między nimi trzepotały uśmiechnięte motyle. Zuzia zrobiła krok do przodu i szepnęła:
– Psotek… gdzie my jesteśmy?
W tej samej chwili zza fioletowego drzewa wysunęła się mała, fioletowa łuska, potem łapka, a potem cały pyszczek smoka. Spojrzał na Zuzię wielkimi, świecącymi oczami, przekrzywił głowę i nagle zrobił coś, czego Zuzia zupełnie się nie spodziewała...