Zuzia odkrywa szufladę, która prowadzi ją do dziwnego, kolorowego świata pełnego szeptów, światełek i niezwykłych stworzeń.
Pewnego popołudnia Zuzia siedziała w swoim pokoju i nudziła się tak bardzo, że nawet klocki nie chciały się układać. W końcu spojrzała na starą komodę stojącą pod ścianą. Najniższa szuflada od dawna trochę się zacinała. Zuzia pociągnęła ją ostrożnie.
W środku było ciemno, ale po chwili coś zamigotało. Maleńkie światełka wirowały tam jak świecące robaczki. I wtedy rozległo się ciche: puk, puk, puk.
Zuzia aż przysunęła twarz do szuflady. Światełka przesunęły się głębiej, jakby ją wołały. Dziewczynka wsunęła rękę do środka. Papier pod palcami zniknął, a powietrze stało się chłodne i miękkie jak wata. Szuflada zaszumiała, zadrżała i nagle rozsunęła się szeroko, wielka jak drzwi.
Zuzia zrobiła krok naprzód.
Znalazła się w świecie, którego nigdy wcześniej nie widziała. Rosły tam ogromne grzyby w czerwone kropki, a na ich kapeluszach kołysały się przezroczyste motyle. W trawie błyszczały krople światła. Gdzieś niedaleko ktoś chichotał tak cicho, że aż łaskotało w uszach.
Po prawej stronie ruda wiewiórka trzymała zielony parasol i podskakiwała, a pod parasolem chlupały małe, uśmiechnięte żabki.
Zuzia jeszcze się rozglądała, gdy zza wielkiego fioletowego kwiatu wychyliła się drobna postać w kapeluszu z liści. Pochyliła się blisko i szepnęła:
Zuzia znieruchomiała. Świat wokół nagle ucichł, a spod ziemi dobiegł ją jeszcze jeden dźwięk - bardzo cichy, bardzo dziwny, jakby coś właśnie się budziło.