Zuzia znajduje w ogrodzie tajemniczą, kolorową bramę, która zdaje się prowadzić do niezwykłego świata. Kto albo co czeka po drugiej stronie?
W słoneczne popołudnie Zuzia bawiła się w ogrodzie za domem. Przeskakiwała przez kałuże, zrywała stokrotki i śmiała się do motyli, które wirowały nad trawą.
Nagle coś mignęło jej za dużym krzakiem porzeczek. Zuzia zmrużyła oczy i zrobiła kilka kroków bliżej. Między gałęziami stała brama. Nie byle jaka. Cała lśniła kolorami tęczy, jakby ktoś zamknął w niej kawałek nieba po deszczu.
Nad bramą wisiały maleńkie dzwoneczki. Nie brzęczały głośno. Szeptały cichutko, dzyń, dzyń, dzyń, jakby wołały tylko do niej. Zuzia obejrzała się za siebie. Mama była przy domu, ale jej nie widziała.
Dziewczynka wyciągnęła palec i musnęła chłodne, błyszczące drewno. W tej samej chwili po drugiej stronie coś poruszyło się w cieniu. Małe, skaczące kształty przemknęły między kolorami, a z wnętrza bramy popłynął ciepły podmuch pachnący czymś zupełnie nowym.
Zuzia odetchnęła głęboko i chwyciła klamkę.
Brama drgnęła i lekko się uchyliła, a z ciemnej szczeliny dobiegł cichy szelest, jakby ktoś właśnie czekał, aż wejdzie do środka...