Zuzia i wyprawa do Zaczarowanego Lasu

Siedmioletnia Zuzia i nieśmiała kotka Migotka wchodzą do Zaczarowanego Lasu, gdzie czeka na nie tajemniczy znak, pilny gość i coś, co rusza się między drzewami.

Zuzia obudziła się tego ranka wcześniej niż zwykle. W pokoiku było jeszcze cicho, ale w powietrzu wisiało coś dziwnego, jakby dzień ukrywał małą tajemnicę. Na kołdrze, tuż przy jej boku, leżała Migotka - biała kotka z wielkimi oczami i puszystym ogonem.

Kotka poruszyła uszami i zamrugała tak, jakby doskonale wiedziała, o co chodzi. Na końcu ogrodu czekała stara furtka przy wielkim dębie. Zuzia zawsze patrzyła na nią długo, bo wydawało jej się, że za nią zaczyna się zupełnie inny świat.

Dziewczynka zarzuciła na plecy fioletowy plecak. Włożyła do niego kanapkę, jabłko i notes z kredkami. Migotka wskoczyła do kieszonki, skąd wystawał tylko biały czubek ogona. Zuzia nacisnęła klamkę i furtka otworzyła się cicho.

Od razu poczuły zapach mokrych kwiatów i usłyszały ciche tony, jakby ktoś gdzieś daleko grał na flecie. Drzewa rosły tu wysoko, a ich liście szeptały do siebie po cichu. Po ścieżce przesunęły się kolorowe motyle, wirując nad głową Zuzi i wokół uszu Migotki.

Nagle zza krzaka wyskoczył królik w meloniku.

Zuzia już miała zapytać, co takiego, gdy z głębi boru dobiegło cichutkie wołanie. Najpierw ledwo słyszalne, potem coraz bliższe. Po chwili z gałęzi zsunęła się mała wydra w czerwonym szaliku i wylądowała prosto przed nimi.

W tej samej chwili między drzewami zamigotały kolorowe światełka. Ścieżka zniknęła w półmroku, a Migotka przytuliła się mocniej do kieszonki Zuzi. Królik w meloniku spoważniał jeszcze bardziej.

I wtedy z gęstwiny dobiegł cichy trzask, jakby ktoś albo coś zrobiło właśnie jeden ostrożny krok w ich stronę.