Zuzia i Zaczarowany Las

Zuzia dostrzega w lesie tajemnicze światełko i spotyka białego króliczka, który prosi ją o pomoc przy Zaczarowanych Drzwiach.

Zuzia mieszkała na skraju wielkiego lasu, tam, gdzie rano pachniało mchem, a wieczorem drzewa szeptały sobie coś cichutko nad głową. Lubiła chodzić leśną ścieżką i wypatrywać wszystkiego, co ruszało się w trawie, przemykało między korzeniami albo migało wysoko w gałęziach.

Pewnego ranka, kiedy słońce dopiero przecierało oczy, Zuzia zatrzymała się przy starym dębie. Na miękkim mchu migotało maleńkie, kolorowe światełko. Drgało raz niebiesko, raz złoto, a potem znów chowało się jak iskierka w dłoni.

Zuzia przykucnęła bardzo cicho.

— Kto tam jest? — szepnęła.

W tej samej chwili z krzaków wyskoczył biały króliczek z niebieską kokardką. Miał wielkie, niespokojne oczy i zadyszany nos.

— Wreszcie cię znalazłam, Zuzio! — zawołał. — Musisz mi pomóc. W nocy w lesie pojawiły się Zaczarowane Drzwi. Same. I teraz coś przy nich mruga, stuka i woła po imieniu.

Zuzia aż wstrzymała oddech.

— Drzwi? Jakie drzwi?

— Takie, których nie powinno tu być — odparł króliczek i szarpnął ją delikatnie za rękaw. — Chodź szybko, bo z każdym krokiem świecą coraz mocniej.

Ruszyli między paprociami. Pod stopami trzaskały gałązki, nad nimi szeleściły liście, a z daleka dobiegał cichy chichot, jakby ktoś się przed nimi chował. Na końcu małej polany stały drzwi. Były wysokie, wąskie i całe pokryte złotymi gwiazdkami oraz srebrnymi listkami.

Zuzia zrobiła krok do przodu.

Wtedy drzwi drgnęły.

I same zaczęły się powoli otwierać...