Zuzia znajduje w starym ogrodzie tajemniczą ścieżkę, która prowadzi ją do miejsca pełnego świecących kwiatów i małych magicznych stworzeń. Gdy najjaśniejszy kwiat zaczyna pulsować, ogród nagle cichnie.
Zuzia mieszkała z rodzicami w małym domku na końcu spokojnej ulicy. Za domem rozciągał się stary ogród: zarośnięty, pachnący miętą i mokrą ziemią, pełen krzaków, ziół i jabłoni, pod którą Zuzia lubiła siedzieć z kotem Puszkiem.
Pewnego popołudnia, kiedy niebo zrobiło się złote i różowe, dziewczynka zauważyła coś dziwnego. Między krzakiem bzu a wysoką trawą pojawiła się wąska ścieżka. Jeszcze przed chwilą jej tam nie było.
Puszek nastawił uszy, mruknął cichutko i pierwszy ruszył naprzód. Zuzia pobiegła za nim.
Ścieżka wiła się między paprociami i dużymi liśćmi, jakby prowadziła ją ktoś bardzo cierpliwy. Powietrze nagle pachniało malinami, choć żadnych malin nie było widać. Z każdym krokiem ogród robił się coraz cichszy.
W końcu Zuzia zatrzymała się jak wryta. Przed nią otworzyła się mała polana. Rosły tam kwiaty, które lśniły jak szkło zanurzone w tęczy. Nad nimi fruwały drobne świetliste stworzonka, tak małe, że mogłyby zmieścić się w dłoni.
Jedno z nich podleciało najbliżej i przekrzywiło główkę, jakby chciało coś powiedzieć. Na środku polany stał kwiat świecący mocniej niż wszystkie inne. Jego płatki drżały, jakby zaraz miały się rozsunąć.
Zuzia wyciągnęła rękę. Puszek syknął cicho i cofnął się o krok.
Wtedy najjaśniejszy kwiat nagle rozbłysnął tak mocno, że cała polana zajaśniała srebrnym światłem.