Mała Zuzia budzi się w pokoju, w którym zaczynają znikać kolory. Na obrazku ze zwierzakami coś się porusza, a za oknem mignie tajemniczy cień.
W małym mieście, w żółtym domu na rogu ulicy, mieszkała siedmioletnia Zuzia. Jej pokój zwykle świecił kolorami: czerwone poduszki leżały na łóżku, błękitne firanki falowały przy oknie, a zielona szafa stała przy ścianie jak cichy strażnik. Na ścianie wisiał też wielki obrazek z wesołymi zwierzakami: świnką, kotkiem, papugą i żółwiem.
Kiedy pewnego ranka Zuzia otworzyła oczy, od razu usiadła prosto. Coś było nie tak. Jej ulubiona czerwona poduszka zrobiła się szara, jakby ktoś wysypał na nią popiół. Zuzia dotknęła jej ostrożnie i poczuła chłód pod palcami. Serce zaczęło jej bić szybciej. „Co się stało?” wyszeptała.
Spojrzała na obrazek i zamarła jeszcze bardziej. Świnka była prawie blada, papuga straciła większość swoich kolorowych piórek, a kotek patrzył na nią tak smutno, że Zuzi zrobiło się ciężko w brzuchu. Tylko żółw wyglądał spokojnie. Miał małe, mądre oczy i jakby mrugał do niej powoli, jakby wiedział więcej niż inni.
Zuzia wstała z łóżka i zrobiła dwa ostrożne kroki w stronę ściany. Wtedy usłyszała cichy szelest przy oknie. Zatrzymała się. Firanka lekko drgnęła. Za szybą mignął coś małego i kolorowego, po czym zniknęło tak szybko, jak się pojawiło. Zuzia wstrzymała oddech. Czy to właśnie to zabierało kolory z jej pokoju? A może zwierzaki z obrazka chciały jej coś powiedzieć?