Zwierciadło z Altany

Lena, Igor i Wiktor wchodzą do opuszczonego ogrodu i trafiają do altany, w której stoi niezwykłe zwierciadło. Gdy tafla zaczyna falować, coś w ciemności zdaje się odpowiadać na ich obecność.

Czerwcowe popołudnie leżało nad miastem ciężkie i duszne, kiedy Lena, Igor i Wiktor przedzierali się przez zarośnięte ścieżki przy starym parku. Trawa sięgała im niemal do kolan, a pokrzywy gryzły w kostki, jakby sam ogród chciał ich odesłać z powrotem. Od tygodni krążyły plotki o miejscu za żelazną bramą: o opuszczonym ogrodzie, w którym nocą podobno zapalały się światła, choć nikt tam nie mieszkał.

Wiktor pierwszy dostrzegł bramę. Rdza zjadła jej pręty, ale zamek wisiał jeszcze na miejscu, otwarty na tyle, by mogli się przecisnąć. Za nią rozciągał się splątany teren, pełen dzikich róż, pokrzyw i przewróconych kamiennych donic. Na końcu alejki majaczyła altana, pochylona i opleciona winem tak gęstym, że wyglądała, jakby wyrastała z samego mroku.

Nikt nie odpowiedział od razu. Nawet Igor, zwykle pierwszy do żartów, patrzył w stronę altany z miną kogoś, kto właśnie żałuje własnej odwagi.

Gdy podeszli bliżej, okazało się, że ruina nie jest tak martwa, jak wyglądała z daleka. Drewniane słupy nadal stały prosto, a pod ich butami deski nie skrzypiały ani razu, jakby ktoś od dawna czekał, aż ktoś po nich przejdzie. W środku panował chłód, zupełnie niepasujący do letniego upału. Na środku altany stało zwierciadło w ciężkiej, misternie rzeźbionej ramie. Zamiast odbić ich twarze, powierzchnia połyskiwała srebrnym światłem, gładkim i głębokim jak woda w studni.

Igor zrobił krok bliżej. W tej samej chwili z tafli dobiegł ledwo słyszalny szept. Nie był po polsku. Brzmiał, jakby ktoś mówił bardzo daleko, pod powierzchnią szkła albo pod ziemią. Wiktor odruchowo cofnął się o pół kroku.

Zwierciadło drgnęło.

Najpierw tylko lekko, jak poruszone oddechem. Potem jego powierzchnia zaczęła falować, coraz mocniej, aż srebro rozpłynęło się w coś ciemniejszego. Po chwili w środku pojawił się zarys miejsca, którego żadne z nich nie znało: wąska ścieżka prowadząca między wysokimi, czarnymi drzewami i światło migoczące gdzieś w oddali.

Lena nie zdążyła odpowiedzieć. Coś na obrazie poruszyło się szybciej niż wiatr. A potem, bardzo powoli, z głębi zwierciadła wypłynęła dłoń.