Kredowe drzwi i morze liter
Zosia rysowała kredą drzwi na mokrym jeszcze chodniku. Deszcz odszedł, a kolory aż kłuły w oczy. Miała jedenaście lat i głowę pełną pytań. Maks, sąsiad z parteru, stał obok i liczył cegły. — Znowu drzwi? — spytał w końcu, choć znał już odpowiedź.
Gdy Zosia domknęła linię, kreda syknęła jak iskra. Bruk zrobił się gładki, jakby ktoś wypolerował stare cegły. Na środku błysnęła klamka, chociaż nikt jej nie narysował. Z wnętrza dobiegł szum, przypominający morze i przewracane strony. Zosia dotknęła klamki; była chłodna i ciężka jak kamień. Maks cofnął się o krok, ale ciekawość trzymała go mocno.
— Jeśli coś wyskoczy, uciekamy na trzy — uprzedził. — A jeśli to tylko opowieść, wejdziemy cicho — odparła. Zosia wzięła oddech i lekko nacisnęła klamkę. Drzwi uchyliły się, a ze środka wypadł pasek światła. W świetle unosiły się litery, jakby wymknęły się z książki. Na chodniku pojawiły się mokre ślady, maleńkie i bardzo szybkie. Ktoś po drugiej stronie zakaszlał, a klamka poruszyła się sama.
Litery układały się w słowa, lecz znikały, zanim je przeczytali. Na próg wytoczyła się papierowa ryba, poskręcana jak origami. Z trzepotem opłynęła ich buty i wróciła w blask. Podwórko lekko się przechyliło, jakby świat nabrał oddechu. — Słyszysz? — Maks szepnął, bo ktoś wypowiadał ich imiona. Drzwi rozszerzyły się, dźwięczały kredą, i zaczęły wciągać powietrze. Zosia złapała poręcz płotu, a klamka znów drgnęła, od środka.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?