Mela i czerwony przycisk
Mela została dyżurną na korytarzu i miała zwrócić piłki. Igor, jej młodszy kuzyn, pomagał, bo lubił windę. Na dole znaleźli drzwi z kartką: „Magazyn rzeczy poza regulaminem”. Drzwi skrzypnęły jak oburzone gęsi i wpuściły ich do środka.
W środku panował porządek po tornado, czyli prawie żaden. Na półkach leżały etykiety: „Gwizdek ciszy”, „Kreda samopisząca”, „Parasol słoneczny”. Na środku stał pulpit i czerwony przycisk wielkości pączka. Obok wisiała tabliczka: „Nie naciskać do wtorku”. Igor wskazał kalendarz z kotem, który robił minę sędziego. — Dziś jest środa — zauważył poważnie i poprawił plecak. — Czyli możemy? — Mela poczuła, jak ciekawość mruga do niej jak neon.
— Nie możemy — powiedział Igor, chociaż stanął bliżej. Z kąta zadzwonił telefon w kształcie banana. Mela podniosła słuchawkę z miną profesjonalnej dyspozytorki. — Halo, halo? — zapytała ostrożnie. Po drugiej stronie ktoś szeptał alfabet od końca. Telefon śmiał się i próbował ugryźć jej rękaw. Mela odłożyła go z miną naukowczyni po spotkaniu gadającego plecaka.
Wtedy lampka nad pulpitem zamigała trzy razy. — Dobrze, przycisku, sprawdźmy, czy masz poczucie humoru. Dotknęła go lekko, ale guzik odbił jej palec jak trampolina. Z sufitu opadły serpentyny z metek. Wszystkie piłki w kącie zaczęły wspinać się po ścianie. Pulpit nabrał powietrza i… wypluł kartkę: „Tryb próbny: start”. Coś metalicznego zaszurało za regałem. Potem rozległo się bardzo znajome chrząknięcie dyrektora.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?