Nela i szept luster
Cyrk Deszczowych Iskier rozbił namiot na rynku o świcie. Nela stała przy płocie i liczyła złote chorągiewki. Od dwóch tygodni sprzątała w wozach i nosiła popcorn. Robiła to chętnie, bo chciała zobaczyć próby z bliska. Najbardziej kochała żonglerkę, ćwiczyła w domu jabłkami i ziemniakami. W rogu placu stał mały namiot ze srebrnymi gwiazdkami. Na tabliczce wisiało: Próby, wstęp wzbroniony. Nela zerkała tam co chwilę, bo słyszała dziwny szept.
Wieczorem namiot główny pachniał cukrową watą i świeżą farbą. Pan Leon, konferansjer w czerwonym fraku, machnął na Nelę. – Mamy kłopot, Nelo, żongler zgubił walizkę, potrzebuję twojej pomocy. Wręczył jej trzy srebrne kule, ciężkie i chłodne jak lód. Przerzucała je w dłoniach, a metal mruczał cicho jak kociak. Zastanowiła się, skąd ten dźwięk, bo bębny jeszcze milczały. Z małego namiotu doleciał do niej szept: – Dokończ rytm, Nelo.
Nela wsunęła się pod klapę i stanęła wśród krzywych luster. Każde lustro pokazywało ją z większą liczbą kul w powietrzu. Pośrodku stał samotny bęben, a obok leżały błyszczące rękawice. Nela musnęła skórę bębna i cały cyrk na chwilę ucichł. Z zewnątrz narastał szum widowni, światło szukało drogi przez płótno. – Na arenę, teraz! – zawołał Pan Leon, a reflektor rozciął cień. Podłoga lekko drgnęła, nisko zjechała huśtająca się trapezowa belka. W najwyższym lustrze cień wykonał kaskadę, a kule potoczyły się. Jedna dotknęła buta Neli, bęben przerwał rytm w pół uderzenia. Tuż przy jej uchu wyszeptał ktoś: – Jeśli upuścisz jedną, pokażę niebo. Nela zacisnęła palce na kulach i zrobiła pierwszy krok. Trapez zawisł nad nią jak zaproszenie, a lustra rozbłysły. Próg areny był już pod stopą, gdy powietrze zadrżało raz jeszcze.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?