Sowia Wyspa
Ostatni tydzień wakacji pachniał glonami i smołą na pomoście. Zosia znała każdy skrzyp desek, ale dziś coś było inne. Pomiędzy oponami odbojów kołysała się zielona butelka. W szyjce tkwił korek, a w środku błyszczał zwitek papieru. Zosia zawołała głośno kuzyna. "Maks! Chodź tu szybko!" Chłopak wpadł biegiem, jeszcze w żółtym kapoku. "Znowu rybie łuski?" prychnął. "Nie, mapa," powiedziała Zosia i uniosła butelkę jak trofeum.
Rozwinęli papier na skrzyni z linami. Tusz wyblakł, ale dało się odczytać znaki. Była tam Sowia Wyspa, opuszczona latarnia i symbol oka. Prowadziła do drzwi u podstawy klifu. "Płyniemy?" spytał Maks, a jego oczy już błyszczały. Niebo było gładkie jak szkło, jednak za trzcinami coś szeleściło, jakby ktoś ich słuchał. Zosia skinęła. "Weźmy wiosła i latarkę. I nic nikomu."
Łódka przecięła cichą taflę, a nur pojedynczo gwizdnął i zniknął wśród fal. Gdy minęli zatoczkę, latarnia mrugnęła pojedynczym światłem. Od lat była martwa, więc Maks przestał wiosłować. Maks wyszeptał: "Widziałeś to?", a Zosia zacisnęła zęby: "Nie zawracaj." Przy starym pomoście drewno było ciemne i lepkie od soli. Przez chwilę łódź drapała o kamienie, jakby coś ją trzymało za dno.
Schody wiodły pod klif, gdzie mapa zaznaczała oko. Drzwi były metalowe, z wybitym symbolem sowy. Włożyli palce w szczelinę i naparli razem. Zamek zazgrzytał i odsunął się o włos. Z wnętrza powiało chłodem i pachniało rdzą. Nagle zza ich pleców, od strony wody, rozległ się drugi plusk wioseł, regularny i coraz bliższy. Maks szepnął: "Przecież nikt nie wiedział..." Zosia uniosła latarkę, gdy światło latarni zapaliło się po raz drugi.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?